Rozwód – dlaczego NIE!

16 sierpnia 2010 | Dodaj komentarz »

ROZWÓD – dlaczego NIE!

 W ostatnich latach wzrasta w Polsce ilość orzekanych rozwodów. Jest to zjawisko bardzo niepokojące z wielu powodów. Przyglądając się wnikliwie tej sytuacji można powiedzieć, że obserwujemy proces przyśpieszonej degradacji społeczeństwa, jego wyniszczania zasadniczo na każdej płaszczyźnie. Nie można nie dostrzec wielu zmian w sferze światopoglądowej. Następuje polaryzacja przekonań. Wiele osób jawnie odrzuca wartości chrześcijańskie i mają one do tego prawo. Ale bardzo niepokojącym zjawiskiem jest sytuacja, kiedy zdeklarowany i praktykujący katolik nie widzi zła w rozwodzie, podpowiada takie rozwiązanie innym, zachęca, odrzuca i kwestionuje prawdę o nierozerwalności małżeństwa. Wyjaśnijmy więc, dlaczego katolikowi nie wolno zgodzić się na rozwód!

 1. Nauka Jezusa

Jest ona bardzo czytelna: „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19, 6).

Jezus w rozmowie z faryzeuszami przypomina, że monogamiczny, heteroseksualny i trwały związek małżeński mężczyzny i kobiety to instytucja stworzona przez Stwórcę od początku. Owo „od początku” jest najpierw podkreśleniem, że w rzeczywistości jeszcze nieskażonej grzechem pierworodnym taki związek ustanowiony został jako ideał, jako wzór najlepszego sposobu przeżycia życia na ziemi i ma takim pozostać. Ale „od początku” to także podkreślenie, że trwały związek małżeński jest początkiem wszelkich ludzkich relacji. Jest fundamentalnym warunkiem, którego naruszenie powoduje wyzwolenie się drastycznych konsekwencji w życiu jednostki i społeczeństwa. Jest to norma, prawo naturalne, pierwotna zasada. W świecie przyrody, w całym kosmosie jest wiele takich zasad, warunkujących jakość i trwałość. Ich naruszenie, czasami w drobnym tylko fragmencie, wywołuje zgubne i nieodwracalne konsekwencje. Trwałe małżeństwo jest jedną takich norm podstawowych. W odniesieniu do relacji i zależności międzyludzkich najważniejszą.

 2. Nauka Kościoła Katolickiego

Zawiera się ona w „Katechizmie Kościoła Katolickiego” oraz w kompendium tegoż Katechizmu:

2384 Rozwód jest poważnym wykroczeniem przeciw prawu naturalnemu. Zmierza do zerwania dobrowolnie zawartej przez małżonków umowy, by żyć razem aż do śmierci. Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne. Fakt zawarcia nowego związku, choćby był uznany przez prawo cywilne, powiększa jeszcze bardziej ciężar rozbicia; stawia bowiem współmałżonka żyjącego w nowym związku w sytuacji publicznego i trwałego cudzołóstwa: Jeśli mąż, odłączywszy się od swej żony, łączy się z inną kobietą, sam jest cudzołożnikiem, ponieważ każe popełnić cudzołóstwo tej kobiecie; także kobieta, która mieszka z nim, jest cudzołożnicą, ponieważ pociągnęła do siebie męża innej kobiety

2385 Niemoralny charakter rozwodu wynika z nieporządku, jaki wprowadza on w komórkę rodzinną i w społeczeństwo. Nieporządek ten pociąga za sobą poważne szkody: dla porzuconego współmałżonka, dla dzieci, które doznały wstrząsu z powodu rozejścia się rodziców, często starających się pozyskać ich względy, oraz z uwagi na zły przykład, który czyni z niego prawdziwą plagę społeczną.

 Kompendium:

347. Jakie są najcięższe grzechy godzące w sakrament małżeństwa? Są to: cudzołóstwo; poligamia, ponieważ jest przeciwna równej godności i miłości małżeńskiej, która jest jedyna i wyłączna; odrzucenie płodności, które pozbawia życie małżeńskie dziecka, najwspanialszego daru małżeństwa; rozwód, który sprzeciwia się nierozerwalności (podkreślenie autora artykułu).

Zasadniczo wymienione punkty Katechizmu i Kompendium nie wymagają komentarza. Są jasne i jednoznaczne. Może tylko małe przypomnienie, że mowa tu jest o rozwodzie, rozumianym jako działanie na płaszczyźnie prawa cywilnego. Zgodnie z nauką Ewangelii i Kościoła małżeństwo raz zawarte jest nierozerwalne. Niekiedy mówi się błędnie o tzw. „rozwodzie kościelnym”. Nie istnieje takie rozwiązanie w odniesieniu do małżeństwa. Sądy kościelne mogą dokonać stwierdzenia nieważności. Nie ma to nic wspólnego z rozwodem, z „kościelnym” przyzwoleniem na rozstanie. Sąd orzeka, że związek został zawarty z istniejącą przeszkodą (jeśli takowa była), a więc de facto taki związek od początku nie był małżeństwem. Katechizm potępia więc rozwód na płaszczyźnie cywilnej, przeprowadzany w sądzie rodzinnym, jednoznacznie określając to działanie jako niemoralne, jako „najcięższy grzech godzący w sakrament małżeństwa”.

 3. Jan Paweł II

W Adhortacji Apostolskiej „Familiaris consortio” papież nauczał: „Komunia małżeńska charakteryzuje się nie tylko swoją jednością, ale również swoją nierozerwalnością (…). Zakorzeniona w osobowym i całkowitym obdarowaniu się małżonków i wymagana dla dobra dzieci nierozerwalność małżeństwa znajduje swoją ostateczną prawdę w zamyśle Bożym, wyrażonym w Objawieniu: Bóg chce nierozerwalności małżeństwa i daje ją jako owoc, jako znak i wymóg miłości absolutnie wiernej, którą On darzy człowieka i którą Chrystus Pan żywi dla swego Kościoła” (nr 20). „Komunia małżeńska stanowi fundament, na którym powstaje szersza komunia rodziny, rodziców i dzieci, braci i sióstr pomiędzy sobą, domowników i innych krewnych” (nr 21).

            W bardzo podobny sposób wartość nierozerwalności małżeństwa została potwierdzona i rozwinięta w dokumencie Papieskiej Rady ds. Rodziny:

„Można rozpatrywać także inne dobra dla całego społeczeństwa wynikające z jedności małżeńskiej, która jest fundamentem małżeństwa i źródłem rodziny” (p.28)[1].

            Przedstawione wyżej cytaty z jednej strony wskazują na wartość jedności związku małżeńskiego, ale też przybliżają prawdę o złu rozwodu, polegającym na pozbawieniu rodziny i całego społeczeństwa fundamentu, którego brak uniemożliwia trwanie i rozwój.

            Papież w swoim nauczaniu przestrzegał także przed rozprzestrzenianiem się mentalności prorozwodowej:

„Nie można ulegać mentalności prorozwodowej: nie pozwala na to ufność w dary naturalne i nadprzyrodzone, którymi Bóg obdarował człowieka.(…) Kiedy para małżeńska przeżywa trudności, pasterze i inni wierni winni okazywać jej zrozumienie, ale także jasno i stanowczo przypominać, że drogą do pozytywnego rozwiązania kryzysu jest miłość małżeńska. Właśnie dlatego że Bóg połączył ich nierozerwalnym węzłem, mąż i żona, z dobrą wolą wykorzystując wszystkie środki ludzkie, ale przede wszystkim ufając w pomoc łaski Bożej, mogą i powinni przezwyciężyć momenty zagubienia, odnowieni i wzmocnieni” (Przemówienie do Trybunału Roty Rzymskiej, 28.01.2002r., p. 5).

            Użyte tu określenie „mentalność prorozwodowa” precyzyjnie charakteryzuje sytuację ostatniej dekady, w której prawda o trwałej jedności i nierozerwalności małżeństwa zaczęła się zamazywać, zacierać, gubić.      

4. Inne wypowiedzi.

Przedstawione wyżej cytaty stanowią wystarczającą argumentację na rzecz prawdy o niemożliwości godzenia się na rozwód, jeśli żyje się w sakramentalnym związku małżeńskim. Dla uzupełnienia, ale może bardziej ku przestrodze przedstawiamy kilka wypowiedzi:

 4.1. Św. Ojciec Pio:

 „Ojciec Pio bronił również z wielka mocą prawdy o nierozerwalności i świętości małżeństwa, sprzeciwiając się prawu do rozwodów. Rozpad małżeństwa i rodziny był dla niego wielką niesprawiedliwością, wyrządzającą krzywdę nie tylko dorosłym, ale przede wszystkim dzieciom. Dlatego mawiał, że „rozwód jest paszportem do piekła”[2].

 4.2. Ks. prof. Jacek Salij:

„Każdy rozwód ma w sobie coś z zabójstwa[3]. Rozwód to zabicie miłości — chorej zwykle, czasem bardzo chorej, czasem — biorąc pod ludzku — beznadziejnie chorej. Oczywiście, że zabicie chorego byłoby najprostszym i najskuteczniejszym sposobem usunięcia choroby — tylko czy najlepszym? Czy w ogóle dobrym? Jeśli nawet nie ma nadziei (znów tylko po ludzku mówię, bo przecież Pan Bóg w sprawach tak istotnie dotyczących naszego duchowego dobra chętnie czyni cuda: jeśli tylko się o nie ubiegamy) na pełne uzdrowienie, to czyż wynika stąd, że leczenie nie ma sensu? Nie mówmy zaś pośpiesznie nawet o bardzo skłóconym małżeństwie, że ich miłość już umarła. Miłość to coś duchowego, dlatego nie umiera łatwo, ostatecznie umiera dopiero w piekle”[4].

4.3. Kasia:

„Od urodzenia mieszkałam w domu jednorodzinnym z pięknym ogrodem, wielkim drzewem orzechowym, w wokół domu biegał mój ukochany pies. Gdy maiłam 12 lat stanęłam przed pierwszym poważnym życiowym wyborem. To był wieczór. Tata zawołał mnie i moje siostry do pokoju stołowego i powiedział ,że rozwodzą się z mamą. Zapytał, z kim chcę mieszkać, z nim czy z mamą. Odpowiedziałam z płaczem, że z mamą i z nim. Stałam się tak, że zostałam przy mamie. Kiedy miałam 15 lat mama wyjechała do pracy za granicę. Zostałam sama i tak jest do dziś: piorę, gotuję, sprzątam, chodzę do szkoły. Jednak wydaje mi się, że to zbyt szybko na tak dorosłe życie”.

 4.4. Krzysztof:

„W wieku 10 lat przeżyłem rozwód rodziców. Było to bardzo traumatyczne dla mnie wydarzenie, którego skutki odczuwam do dzisiaj- a mam obecnie 26 lat. Od 6 lat leczę się psychicznie- mam schizofrenię paranoidalną”.

 4.5. Ania ( pedagog z Ośrodka Interwencji Kryzysowej):

„Marysia była jedną z najlepszych uczennic w klasie. Zeszyty i ćwiczenia prowadziła bardzo estetycznie i starannie. Pisała pięknie. W drugim semestrze czwartej klasy zaczęły się bardzo poważne problemy w nauce. Zaległości, brak zadań, trudności w skupieniu i coś dziwnego w zeszytach:  najpierw brak staranności, następnie wiele pustych miejsc, mało czytelne pismo, bazgroły. Po dokładnych badaniach okazało się, że dziewczynka okazuje przejawy nagłego cofnięcia się w rozwoju. Kilka miesięcy wcześniej orzeczony został rozwód jej rodziców. W czasie studiów mówiono nam, że rozwód w świadomości dziecka to „mała śmierć”. Obumierają pewne płaszczyzny świadomości, które praktycznie nie mają szans odrodzić się, zregenerować. Dziecko łatwiej przeżyje śmierć rodzica, niż rozwód rodziców. Przekonałam się o tym pracując z Marysią”.

 5. Rozwód bez winy

Często mamy do czynienia z sytuacją, kiedy jeden ze współmałżonków jest zmuszony do rozwodu. W wyniku aktywności adwokata współmałżonka wnoszącego o rozwód, małej przychylności sędziów orzekających i upływu czasu następuje orzeczenie rozwodu – w takiej sytuacji ten nie wyrażający zgody nie ponosi winy moralnej. Powinien wówczas pozostać w samotności, w wierności współmałżonkowi, który odszedł, w jedności z nim, mimo oddalenia. Ma wtedy możliwości realizacji życia sakramentalnego, szczególnie pełnego udziału w Mszy św., przyjmowania Komunii. Moc sakramentu małżeństwa, wzmacniana mocą sakramentu Eucharystii, w połączeniu z osobistą ofiarą daje wielkie możliwości zbawienia, obrony przed skutkami grzechu dla obojgu małżonków i dla dzieci.

 

Mimo bardzo intensywnie rozprzestrzeniającej się mentalności prorozwodowej, której najbardziej niebezpiecznym skutkiem jest słabnięcie świadomości nierozerwalności małżeństwa w świadomości katolików, każde małżeństwo stoi na pozycji wygranej, jest „skazane na sukces”. Nie wolno się podawać, ulegać współczesnym trendom. Siła, wielkość i piękno małżeństwa wynika z prawdy o jego ustanowienia przez Stwórcę.

Obecna sytuacja zobowiązuje nas wszystkich do obrony jedności i trwałości małżeństw. Trzeba to robić na różne sposoby, ale początkiem jest mówienie, jest głoszenie „dobrej nowiny o małżeństwie”. Nie wolno ulegać wspomnianej mentalności, nie wolno „chować głowy w piasek”. Trzeba mówić, zabierać głos, nawet za cenę wyśmiania, odepchnięcia. Głoszenie prawdy wiąże się z ryzykiem, ale jest to najpiękniejsze ryzyko, które warto podjąć.


[1] Dokument Papieskiej Rady Rodziny „Rodzina, małżeństwo i wolne związki”, 26 lipca 2000 r.

 [2] http//: www.glosojcapio.pl/małzęństwo i rodzina.

[3] Oba powyższe podkreślenia autora opracowania.

[4]http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/szukajacym_drogi/zgoda_rozwod.html

Opublikowano dnia poniedziałek, 16 Sierpień 2010 o godz. 12:29 w kategorii ROZWÓD. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Przejdź na koniec strony, jeśli chcesz zostawić komentarz. Pingowanie jest wyłączone.

Zostaw odpowiedź

*