Rafał

22 września 2009 | Dodaj komentarz »

Byłem „ Tam”

Cała historia miała miejsce pierwszego listopada 1998r. Chodziłem wtedy do ósmej klasy szkoły podstawowej. Jak co roku pojechałem z rodziną do Brenna na Mszę za zmarłych. Rodzice, siostra i ja stanęliśmy przy grobie rodziców mojej mamy. Pomodliliśmy się, po czym rozpoczęła się Msza. W jej trakcie poczułem, że robi mi się słabo. Miałem wrażenie, że cała moja energia spływa do ziemi. Czułem się zaniepokojony, ale miałem nadzieje, że zaraz mi przejdzie. Niestety czułem się coraz gorzej. Głowa wydawała się tak ciężka, że miałem problemy z utrzymaniem równowagi. Czułem na twarzy mrowienie i chłód. Oczy się zamykały i słyszałem delikatne syczenie w uszach, które zaraz zagłuszyło wszystko. Widziałem przed oczami niebieski plamki, które zasłoniły obraz. Wtedy zwróciłem się do siostry o pomoc. Ta widząc moją trupiobladą twarz i sine usta zaalarmowała całą rodzinę. Odprowadzili mnie na tył cmentarza, gdzie znajdują się zarośnięte opuszczone groby. Wujkowie nie reagowali, bo wiedzieli, że zdarzały mi się podobne historie i że moi rodzice sobie poradzą. Jak się później okazało, to, co mi się stało było o wiele bardziej poważne niż kilkuminutowe utraty przytomności. Wokół było mokro, więc moi rodzice postanowili nie kłaść mnie na ziemi. Niestety był to błąd.
Czułem, że tracę przytomność, a jednak nie straciłem jej do końca. W pewnym momencie przestałem cokolwiek widzieć, słyszeć i czuć. Nie było mi ani ciepło ani zimno, nie czułem żadnego dotyku, choć zdawałem sobie sprawę, że ojciec mnie trzyma. Nagle poczułem coś dziwnego, jakbym oddzielał się od ciała. Nie było to przyjemne uczucie. Za chwilę uniosłem się bezwiednie na około 2 metry w górę. Na nowo wszystko słyszałem. Mogę nawet powiedzieć, że znacznie wyraźniej niż do tej pory. Czułem wokół siebie lekki chłód, mogłem dokładnie określić kierunek wiatru, choć od rana powietrze wydawało się nie poruszać. Wrócił mi wzrok. Widziałem bardzo wyraźnie i wszystkie kolory były nasycone. Najdziwniejsze w moim widzeniu było to, że widziałem sferycznie. Widziałem jednocześnie ze wszystkich stron. Widziałem swoje ciało i rodzinę wokół niego. Mówię „ciało”, bo wydało mi się ono jakieś obce i krępujące. Czułem się jak bym patrzył na kajdany, które nosiłem przez kilkanaście lat. Teraz moje możliwości niesamowicie wzrosły. Wszystkie zmysły wyostrzyły się, czułem przechodzącą przeze mnie energię, a co najfajniejsze, że mogę latać. Teraz już nie miałem ciała, ale mój umysł tak bardzo się do niego przyzwyczaił, że domyślnie ciągle uważałem, że moim kształtem, jest kształt ciała i tak doszło do tego, że byłem „myśloksztaltem” swojego ciała. Kiedy spojrzałem niby na swoje ręce, to na początku widziałem, że mam ręce, bo mój umysł się przyzwyczaił, że jak tam spojrzę to zobaczę swoje ręce. Ale ponieważ nie byłem odpowiednio skoncentrowany, a rąk nie było, więc widziałem jak moje ręce rozpływają się. Było to bardzo zabawne. Poruszanie się nie polegało na tym, że się gdzieś szło, tylko wystarczyło pomyśleć, że się chce gdzieś przemieścić i tak się działo. Dużą trudność sprawiało widzenie sferyczne, gdyż można było widzieć wszystko ze wszystkich stron naraz albo wybrać kierunek, w którym chce się patrzeć. Jak się spojrzało do tyłu bez odwracania się, a potem poruszyło się w lewo lub w prawo, to widziało się ruch w przeciwnym kierunku. Kiedy się poruszyło w przód, to widziało się jak przedmioty się oddalają.
Ciekawym nowym zmysłem było czytanie myśli. Zanim tego nie doświadczyłem, miałem o tym zupełnie inne mniemanie. Nie polega to na tym, że słyszy się myśli jako strumień słów, tak jakby ktoś do siebie mówił, ale jako obrazy stanu emocjonalnego. Ciężko to przełożyć na słowa, ale patrząc na kogoś wpadałem w stan emocjonalny tej osoby i sam czułem, co ta osoba czuje i przez to potrafiłem zrozumieć tą osobę. Gdyby słuchało się, co ta osoba do siebie mówi to otrzymałoby się informacje bardzo powoli. Komunikując się w ten sposób otrzymywało się ogrom informacji w ciągu sekund. Wisząc tak nad moją rodziną pomyślałem sobie, że zobaczę jak wygląda Wschowa i okolice z lotu ptaka. Byłem całkiem świadomy i cieszyłem się, że mogę latać i myślałem sobie: „ Nareszcie latasz, teraz póki możesz to wykorzystać przypomnij sobie gdzie chcesz polecieć”. Czułem się bardzo szczęśliwy i na dobrą sprawę nie chciałem wracać do ciała. Było by to jak powrót do szkoły po wspaniałych wakacjach.
Po chwilach zupełnej beztroski pouczyłem, że jest nade mną jakaś nieskończona siła. Nie bałem się jej, byłem szczęśliwy z jej istnienia, gdyż w jej cieniu czułem się bezpiecznie. Unosiłem się jakiś czas przez tunel, na którego końcu widziałem światło, aż znalazłem się w ciemnej przestrzeni. Widziałem zmarłych z mojej rodziny. Machali do mnie i cieszyli się, ja także im machałem i zastanawiałem się, jakie pytania im zadać. Miałem wrażenie, że miejsce, do którego podążam jest miejscem końca mojej wędrówki, ale i miejscem, z którego wszystko się zaczęło. Gdybym był tam pierwszy raz czułbym się jakoś dziwnie. Miałbym poczucie czegoś nowego. Zamiast tego powiedziałem coś mniej więcej takiego: „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Czułem się zrelaksowany.
Podeszły do mnie dwie osoby. Wyglądały dość poważnie. Zapytałem się je, dlaczego wyglądają jak ludzie przecież tutaj ręce i nogi nie są do niczego potrzebne. Odpowiedzieli, nie ruszając ustami, że to dlatego, że jestem tutaj nowy i jeszcze przyzwyczajony do takich postaci. W sumie mieli racje, nie wiem jak bym się dogadał z obłoczkami. Powiedzieli, że powinienem żyć, że jeszcze nie czas na to, żebym tu się dostał. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że ja nie żyje, ale zmartwienie z tym związane nie trwało długo, był to paradoks, bo niby nie żyje, ale nigdy dotąd nie czułem się tak żywy. Powiedziałem, że tu mi się podoba i nie mam zamiaru wracać. Zaczęli zalewać mnie argumentami, przecież jestem jeszcze młody, mama może ciężko przeżyć moją śmierć, szkoły nie skończyłem, kolegów opuszczam. Odpowiadałem, że mam w nosie te wszystkie sprawy, że to nic, że w życiu jeszcze nic nie osiągnąłem. Najważniejsze jest to, że w końcu tu jestem, nic poza tym się nie liczy. Powiedzieli, że bardzo im przykro, że poznałem szczęście za szybko, że teraz będę musiał żyć z tęsknotą do tego miejsca, ale nie mogę tutaj zostać i koniec.

Zdałem sobie sprawę, że nie mam nic do gadania, poczułem się bardzo nieprzyjemnie, poczułem że jest zimno, mokro i wogule szkoda gadać. Patrzę, a tu cmentarz, wokół mnóstwo ludzi. Wszyscy było mocno poruszeni tym, że daje znaki życia. Rodzice ze łzami w oczach. Wymamrotałem, że chcę wstać, ale wszyscy byli innego zdania. Okazało się, że cała moja wizja z punktu widzenia czasu ziemskiego trwała około 3 minuty, jednak z mojego punktu widzenia mogło to trwać od godziny do tygodnia bo straciłem poczucie czasu. Zaraz odwieźli mnie do szpitala, co mnie bardzo rozbawiło, bo ja przecież odżyłem i szpital na nic nie jest mi już potrzebny.
Poleżałem sobie trzy dni w szpitalu na obserwacji. Po wyjściu zrobiono mi szereg badań takich jak EEG i tomografia komputerowa głowy. Na szczęście nie wykazano negatywnych skutków niedotlenienia mózgu. Do dnia dzisiejszego lekarze nie są w stanie stwierdzić, co to było. A ja wiem najlepiej i często wspominam to miejsce, i nie mogę się doczekać aż tam wrócę.

Rafał

Opublikowano dnia wtorek, 22 Wrzesień 2009 o godz. 12:36 w kategorii Młodzeży. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź

*