„Miłość i służba w małżeństwie”

1 października 2009 | Dodaj komentarz »

Ze wstępu

Jestem wdzięczny wielu osobom za życzliwe słowa przekazywane po przeczytaniu mojej książki „Małżeństwo-tajemnica wielka”. Spora grupa czytelników żyjących w małżeństwie potwierdzała, że zamieszczone tam treści są ważną wskazówką w realizacji zadań stojących przed osobami złączonymi sakramentem małżeństwa. Wdzięczność należy się przede wszystkim Bogu, gdyż treści zawarte w moim opracowaniu opierały się na wybranych fragmentach Pisma Świętego.miloscisluzba[77x1]
Z otwartością też przyjmowałem uwagi krytyczne. Wśród nich były i takie, że ukazane rozważania są dość radykalne, trudne, a obraz życia małżeńskiego raczej przepełniony klimatem cierpienia, wyrzeczeń, ustępstw; trochę mało radości, zafascynowania, szczęścia. Można odnieść wrażenie, że łatwiej jest się uradować, doznać upojenia miłością w czasie narzeczeństwa, albo w ogóle nie wchodząc na drogę życia małżeńskiego. Zgadzam się z tymi uwagami, ale chętnie też dodaję do tych refleksji i taką, że przecież prawdziwa radość, której nie brakuje w Ewangelii, znacznie się różni od tej, która w naszą świadomość przenika z otaczającego świata. Ta ludzka jest bardzo ważna, ale często powierzchowna, pozorna, krótkotrwała i złudna. Radość wywołana przez zjedzenie smacznego jogurtu, podarowane kwiaty, albo śmieszny gest komika, może zupełnie nie wpłynąć na moje wnętrze, na jakość relacji z innymi osobami. Jeszcze raz podkreślam, ona jest ważna i sam wielokrotnie chętnie otwieram się na jej źródła, odczuwając potrzebny relaks, odrobinę przyjemności. Jednak Jezus mówiąc o pełnej radości, nigdy nie oddziela jej od wysiłku, ofiary, cierpienia. Kiedy czytamy słowa:

„To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,11),

opisujące prawdziwą radość, głęboką i nieprzemijającą, to zaraz w następnych zdaniach dowiadujemy się, że sposobem osiągnięcia takiego stanu jest miłość, gotowa do największych poświęceń:

„To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” ( J 15, 12-13).

Do tego fragmentu często będę się odwoływać w moim opracowaniu.
Pojawiła się we mnie potrzeba uzupełnienia wcześniejszych rozważań, o refleksję na temat miłości, ale tylko tej, której realizacja doprowadzić może do prawdziwej radości. Nie uniknione jest jednak przejście z tej płaszczyzny do zagadnienia ofiary przez służbę. Związek pragnienia życia w miłości, kochania i bycia kochanym z koniecznością ponoszenia ofiar wyraźnie ukazał Jezus. Jako małżonkowie, połączeni związkiem sakramentalnym, w tym obrazie musimy widzieć wzór do naśladowania. Nie możemy jednak być naiwni i myśleć, że osiągniemy szczęście i radość, a po śmierci wieczne życie z Jezusem, bez wymiernego trudu. Owszem, po śmierci nie jest się matką, mężem, żoną, córką, chociaż więzy te pozostają, jest się przede wszystkim sobą. I jako pojedyncza osoba staje się przed Bogiem. Składając relacje ze swojego życia nie będzie można win za złe czyny zrzucić na innych. Będę tylko ja i Bóg, a ze mną to wszystko, czego dokonałem w życiu. Jednak realizacja drogi życia ziemskiego odbywa się w bardzo konkretnych relacjach. Zasady ewangeliczne stosujemy najpierw i przede wszystkim wobec współmałżonka. Zaniedbywanie tych relacji może okazać się bardzo niebezpieczne także w perspektywie wieczności, do której jesteśmy powołani.
Lubię odwoływać się do sytuacji tworzenia dzieła sztuki. Aby wydobyć piękną postać ukrytą w kawałku drewna, albo w bryle marmuru, potrzebny jest ogromny wysiłek. Patrząc na postać Mojżesza lub na Pietę Michała Anioła musimy mieć świadomość, jakim trudem okupiony jest ten widok, urzekający nasze zmysły i pobudzający do umiłowania Boga. Ból rąk, strumienie potu, odciski na dłoniach, skaleczenia, pył na twarzy i na całym ciele, niedosypianie, niedojedzenie- właśnie taką cenę trzeba zapłacić, jeżeli z życia małżeńskiego pragnie się uczynić nieprzemijające dzieło sztuki. Dzieło sztuki to nie kiczowata plastikowa tandeta, zdobyta bez wysiłku za parę groszy. Dzieło sztuki zawsze kosztuje bardzo wiele, jest bardzo drogie, okupione cierpieniem i wyrzeczeniami, dlatego staje się bezcenne.
Uczynienie z życia małżeńskiego takiej wartości wymaga strasznie dużo wysiłku i konkretnego zaangażowania. Wymaga bólu, cierpienia, zranień, odczuwalnych ubytków w swoim organizmie. Jest to cena, która trzeba zapłacić, zainwestować, aby osiągnąć coś znacznie cenniejszego. Prawdę tę odczytujemy w ewangelicznej przypowieści „O skarbie ukrytym w roli”:

„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę” ( Mt 13,44).

Wartość tego skarbu była naprawdę wielka, ale dla jego zdobycia należało podjąć konkretny wysiłek, połączony z ryzykiem. Podobnie w małżeństwie. Tak często pragniemy tego skarbu, ale odrzucamy trud, ofiarę, ryzyko. Zakres i stopień tego ryzyka można znacznie zmniejszyć, podejmując intensywną współpracę z Bogiem.
Jakże wyraźnie dostrzegamy wokół siebie wielkie wypaczenie rozumienia istoty miłości, spłycenie jej do poziomu chwilowych doznań, świadome lub nie oddzielanie jej od ofiary. Prawdziwe „kocham cię” zawsze znaczy to samo, niezależnie od tego, kto i do kogo je wypowiada. Oznacza ono: „Dobrze, że jesteś, dobrze, że istniejesz, samo twoje bycie jest dla mnie największym dobrem, ja pragnę dla ciebie największego dobra, pragnę dla ciebie całkowicie poświecić się, oddać za ciebie życie”. Kropka. To naprawdę wszystko. Niestety, bardzo często pokazuje się nam, że miłość to zupełnie coś innego. Pracuję z młodzieżą i dlatego wiem, że ich myślenie jest takie, że jeśli chłopak mówi do dziewczyny: „Kocham cię”, to za chwilę ciągnie ją do łóżka. Jest to pragnienie dobra, ale tylko swojego, jest to egoizm i profanacja miłości. To odwrotność: „Kocham cię”, która brzmi: „Kocham siebie, pragnę swojego dobra, chcę, aby mi było dobrze”. Wielu młodych ludzi wchodzi w życie małżeńskie tyko z takim myśleniem. W pewnym stopnienie nie jest to ich wina. Z jednej strony wszechogarniające obrazy, przedstawiające karykaturę miłości, z drugiej brak wzorca w postawie rodziców. Miłość prawdziwa nakazuje człowiekowi umierać dla siebie, żyć dla drugiej osoby. Tego jednak trzeba się uczyć, a najlepszym podręcznikiem jest Pismo Święte.
W oparciu o natchnione tekstu postaram się przybliżyć rozumienie miłości, jej istotę, a także realizację w postawie służby. Jezus wszystko powiedział o miłości i służbie, ale też stał się Świadkiem wypowiadanych treści. Jest to dla nas pełny wzór i przykład. Biblia pomoże nam zrozumieć jak ma ideał miłości wyglądać, ale aby łatwiej było nam prawdy te urzeczywistnić w małżeństwie ukazuję szereg świadectw osób, którym w dużym stopniu udało się doświadczyć miłości ofiarnej w swoim życiu małżeńskim.
Czytając, jak ma wyglądać ideał, słuchając nauk na ten temat, ogarnia nas nierzadko odczucie, że jest to ponad nasze siły, że przerastają nas słowa Jezusa. Czasami ogarnia nas zniechęcenie z powodu zbyt wysoko stawianej poprzeczki. Ale w naszym otoczeniu nie brakuje ludzi, którzy nawet niewiele się zastanawiając, mając głęboką duchową intuicję, w pełni tymi treściami żyją. Jest takich przykładów naprawdę nie mało. Dziękuję tym wszystkim, którzy zechcieli opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Dziękuje Bogu, że żyjąc w małżeństwie mogę wraz z moją żoną Jolą kroczyć do wspólnego celu, korzystając z nieomylnych drogowskazów, którymi są słowa z Biblii i przykład życia wielu wspaniałych ludzi.

Spis treści

Wstęp

I. „Ślubuje ci miłość….”

1. Potrzeba miłości
2.Rodzaje miłości
3.Miłość w nauczaniu Jezusa
3.1. Kazanie na Górze
3.2. Przykazanie Miłości
3.3. Sąd Ostateczny
3.4. Naśladowanie Jezusa
4. Ofiara jako najwyższy stopień miłości
5. Miłość w „Hymnie o miłości”

II. Wzajemna służba w małżeństwie

1. Miłość to służba
2. „Dobrze czyniąc”
3. Trwanie w Jezusie
4. Tajemnica wielka
5. „To czyńcie na moją pamiątkę”
6. O miłosiernej żonie
7. Budowanie na skale
8. Służba i choroba alkoholowa
9. Niepotrzebne napięcie
10. Maryja wzorem cichej służby
11. Prawdziwy mężczyzna
12. Wartość małżeństwa, wartość bezżenności

Zakończenie

Opublikowano dnia czwartek, 1 Październik 2009 o godz. 10:05 w kategorii Moje książki. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź

*