Małżeństwo na krawędzi

23 marca 2011 | Dodaj komentarz »

krawędźMoja najnowsza książka wydana przez wydawnictwo „Pomoc”

Spis treści:

Wstęp

I. Szersze tło problemu zdrad i rozwodów

  1. Mechanizm zdrady
  2. Coś o zdradzie nie tylko fizycznej
  3. Ostrożnie
  4. Tło biblijne

3.1.          Dramat w Raju

3.2.          Upadek Dawida

3.3.    Niesamowita wierność Józefa (syna Jakuba)

4.   Mechanizm zdrady – podsumowanie

III. Profilaktyka

  1. Hierarchia wartości
  2. Hierarchia osób
  3. Pielęgnacja miłości
  4. Oczekiwania żon
  5. Oczekiwania mężów

IV. Rozumienie ważności łoża

1. Ostrzeżenie

2. Dbałość o łoże

3. Powinność małżeńska

4. Chrześcijańska wizja tych spraw

5. Trudny problem czystości małżeńskiej

6. Tobiasz i Sara

V. Fundament duchowy

VI. Zagrożenia wynikające z emigracji

VII. Co po zdradzie?

VIII. Zło rozwodów

1. Dlaczego katolikowi nie wolno zgodzić się na rozwód?

1.1. Nauka Jezusa

1.2. Nauka Kościoła Katolickiego

1.3. Jan Paweł II

1.4. Inne wypowiedzi

2. Konieczność ponoszenia ofiary

3. Jedność największą wartością małżeństwa

4. Dobro dzieci

4.1. Dziecko potrzebuje obojgu rodziców.

4.2. Długotrwałe skutki rozwodów

Zakończenie

Bibliografia

Wstęp

Wstęp

Gdy coś jest piękne, to bardzo często jest też delikatne. A to, co piękne i delikatne bardzo łatwo można uszkodzić lub zniszczyć. Małżeństwo mężczyzny i kobiety jest czymś najpiękniejszym, dlatego niewiele trzeba, aby doznało uszczerbku, zostało unicestwione.

Jeśli się ze mną nie zgadzasz, że czymś najpiękniejszym w otaczającej nas rzeczywistości jest związek małżeński, że jest on najważniejszym i najdoskonalszym elementem dzieła stworzenia, że wszystko, co najwartościowsze, najistotniejsze, czym człowiek powinien się zachwycić i przez co najpełniej wyrazić swoje uwielbienie wobec Stwórcy zawiera się w właśnie tej komunii osób, to odpowiedz mi na pytanie, co dla Ciebie jest czymś doskonalszym i bardziej urzekającym? Zachwycasz się delikatnością i bogactwem kolorów motyla, storczyka, frezji, wzrusza cię widok szemrzącego strumienia, odważnie omijającego lśniące głazy, uciekającego przed wplatających się w podłoże, pokrytych mchem korzeni świerków?; doznajesz emocjonalnego poruszenia wpatrując się w pagórkowatą, oświetloną promieniami słońca i nierównomiernie zalesioną dolinę w czasie wędrówek ścieżkami Beskidów, Bieszczad, czy Karkonoszy?; otwierasz usta z zachwytu nad freskami Michała Anioła, obrazami Vincenta van Gogha, ocierasz łzy słuchając muzyki Mozarta czy Chopina?; a może jesteś przekonany, że nie ma nic piękniejszego od widoku rozkosznie śpiącego dzieciątka? Ostrożnie! Czy jest w stanie zachwycić cię cokolwiek, jeśli rozpada ci się małżeństwo? Czy, nawet, jeśli jest dobrze w twoim związku, ale w galerii, w górach, na koncercie, w sypialni dziecka jesteś sam (a) i nie masz z kim wymienić spojrzenia, wypowiedzieć słowa zachwytu, jesteś w pełni szczęśliwy? Dlaczego już ponad trzy tysiące lat temu natchniony autor zapisał słowa: Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam (Rdz 2,18), nie jest dobrze, żeby człowiek był sam? Nawet kiedy jest mu dobrze, to i tak nigdy nie będzie całkiem dobrze, w pełni dobrze, zupełnie dobrze, idealnie dobrze, super dobrze jeśli będzie w pojedynkę!  Kolorytu, głębi, wyrazistości, a jednocześnie  pełni doznań, które powinno się odczuwać w kontakcie z wszelkim pięknem nadaje bliskość drugiej osoby. Dopiero w świetle miłości, scalającej małżonków, otaczający świat, każdy jego naturalny szczegół, a także element kreatywnego i mądrego działania człowieka, nabiera pełnej wartości i wywołuje doskonałe uczucia i refleksje.

Podczas wyrażania zachwytu nad małżeństwem, przekonując o jego nadrzędnej wartości, przychodzi mi jeszcze tylko jeden argument. Pochodzi on z nauczania Jana Pawła II, człowieka, który dla odkrywania prawdy o związku kobiety i mężczyzny, zrobił najwięcej w dotychczasowej historii Kościoła i w całym dorobku najgenialniejszych wierzących myślicieli: Małżeństwo jest tym konkretnym doświadczeniem dwojga ludzi, poprzez które Bóg staje się zrozumiały i dostępny dla człowieka: w tym sensie małżeństwo jest ikoną Trójcy świętej[1]. Bóg na różne sposoby objawia się człowiekowi. Bez wątpienia najpełniejsze ukazanie się Stwórcy światu dokonało się przez wcielenie. Osoba, czyny, nauka Jezusa to pełne i czytelne wyrażenie i odkrycie przed światem woli Bożej i wszystkich przymiotów Dobrego Ojca. Nie musimy pytać: Kim jest Bóg, jaki On jest, jaka jest Jego wola wobec nas, jak mamy postępować? Jezus wszystko pokazał i wypowiedział. Jednak do końca naszych dni największą tajemnicą naszej wiary pozostanie fakt istnienia jednego Boga w trzech Osobach. Wysiłki rozumu wkładane w analizowanie treści zapisanych w Słowie Bożym, połączone z pokorną modlitwą, zawsze przynoszą bardzo pozytywne efekty. Wspierani regularnym uczestniczeniem w Uczcie Eucharystycznej spokojnie podążmy za Jezusem i możemy mieć pewność, że jesteśmy dobrymi owcami w Jego stadzie, a po śmierci cieszyć się będziemy tym, czego: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka zdoła pojąć ( 1 Kor 2, 9). Jednak do końca naszych dni odczuwać będziemy bezradność umysłu wobec tajemnicy istoty Trójcy Świętej. Owszem, próbuje się odkrywać, wskazywać, wyjaśniać, malować, ale efektem jest zawsze opisanie, ukazanie małej cząsteczki tej prawdy. I oto nasz wielki rodak odważnie i wielokrotnie podpowiada, że wszystko, co jest człowiekowi potrzebne z zakresu tego problemu (w podejściu intelektualnym i mistycznym) zostało objawione poprzez małżeństwo. Poprzez ten związek zaczynamy rozumieć, odczuwać, doświadczać istoty jedności Osób Boskich. Jest to poznanie przez realizację, przez udział w tajemnicy. Jest ono powszechne, pewne i wystarczające. Więcej nie potrzebujemy.

W wymiarze poszczególnego małżeństwa trzeba wskazać, że bycie najdoskonalszą ikoną Trójcy, z istoty jest faktem, jest też możnością i największym zadaniem małżonków. Bez większych dywagacji człowiek szybko dochodził do przekonani, że u podstaw tej niepojętej do końca jedności Osób Boskich jest miłość. Bóg tym jest, taki jest i tego chce dla świata. Ale to właśnie małżeństwo ma najlepsze możliwości do przekazywania, rozprzestrzeniania, „materializacji” miłości w rzeczywistości doczesnej. Jest to wielkie i piękne zadanie kobiet i mężczyzn, łączących się w związki, zjednoczonych sakramentalnie. Drżę przed tą prawdą. Mam odczucie, że to zadnie przerasta mnie. Oboje z żoną bardzo pragniemy być tym jedynym w swoim rodzaju znakiem Bożej miłości pośród naszych dzieci, wobec całej rodziny, w środowisku. Jednak, niezależnie od obecnego poziomu jakości, wiem, że mamy nieograniczone możliwości w stawaniu się, w dążeniu do ideału. Tak niesamowity poziom możliwości posiadamy dzięki stałej obecności Jezusa pośród nas.

Jan Paweł II na początku swojego pontyfikatu, w czasie odwiedzin w jednej z rzymskich parafii powiedział: Jezus Chrystus na samym początku swej mesjańskiej misji dotyka niejako życia ludzkiego w punkcie podstawowym. W punkcie wyjściowym. Małżeństwo- chociaż jest tak stare jak ludzkość-oznacz zawsze, za każdym razem, jakiś nowy początek. Jest to przede wszystkim początek nowej ludzkiej wspólnoty, tej wspólnoty, której na imię „rodzina”. Małżeństwo jest początkiem nowej wspólnoty miłości i życia, od której zależy przyszłość człowieka na ziemi[2]. Jak można się domyśleć, była to homilia oparta na fragmencie Janowej Ewangelii, opisującym okoliczności pierwszego znaku na weselu w Kanie Galilejskiej. Bardzo mocno porusza mnie ostatnie zdanie. Przyszłość człowieka na ziemi zależy od mojego małżeństwa! Tak trochę czuję, że owszem przyszłość naszych dzieci, ich rozwój i funkcjonowanie na wielu płaszczyznach, uzależniony jest od jakości naszych relacji, jako męża i żony. Pracuję z młodzieżą i też widzę taką zależność, że to, jacy są obecnie, jak się zachowują, jak uczą, jaki mają stosunek do wiary i wszelkich wartości, zależy w największym stopniu od stopnia rozwoju miłości i jedności ich rodziców względem siebie. Ale słowa Papieża wybrzmiały wówczas bardzo konkretnie: przyszłość człowieka na ziemi zależy od małżeństwa! Owszem, od poziomu rozumienia i realizacji tej zależności i tej prawdy przez wszystkich ludzi, niezależnie od stanu, ale głównie od zaangażowania samych małżonków w rozwój łączącej ich miłości i każdego szczegółu, przyczyniającego się do budowania i utrwalania jedności. W to wielkie zadanie wpisujemy się i my, którzyśmy wiele lat temu wypowiedzieli słowa przysięgi, patrząc sobie w oczy, trzymając się za dłonie owinięte stułą.

Co chcę osiągnąć przez napisanie tej książki? Najpierw siebie jeszcze mocniej utwierdzić w przekonaniu, że nasze małżeństwo to najpiękniejszy dar jaki otrzymaliśmy od Dobrego Ojca. Ale też jest to najwspanialsza przygoda życiowa, największe nasze zadanie i wyzwanie, najlepsza inwestycja dla naszych dzieci.  Coraz mocniej to czujemy, z coraz większą świadomości angażujemy się w realizację, ale ciągłe przypominanie i potwierdzenia są potrzebne, szczególnie w tych uwarunkowaniach. Pisząc tę książkę chcę też spróbować zebrać i ukazać treści, czerpane z wielorakich doświadczeń, jawiące się  jako bardzo ważne. Nie mogę być obojętny na tak wielką skalę dramatów, wynikających z lekceważenia przez małżonków wielkości i piękna posiadanego skarbu. W 2009 roku zanotowaliśmy kolejny rekord jeśli chodzi o ilość orzeczonych rozwodów w naszej Ojczyźnie – prawie 73 tys. Są to liczby, ale za nimi stoi rzesza, setki tysięcy niewyobrażalnie zranionych serc dzieci, małżonków, rodziców i wielu najbliższych. Na różne sposoby można próbować reagować, przeciwstawiać się. Ja robię to w taki sposób. Piszę „można reagować”, ale chyba to za słabo powiedziane. Może trzeba krzyknąć, że z największą siłą i determinacją musimy reagować, aby powstrzymać tę lawinę zła. Spustoszenia wywoływane przez zdrady i rozwody są mało widoczne. Nie jest to trzęsienie ziemi, tsunami, czy fala powodziowa, ale, proszę mi wierzyć, tu nie ma przesady, skutki są stokroć straszniejsze od tych, wywoływanych kataklizmami. Zniszczony dom, osiedle można odbudować, można przenieść się na inne miejsce i zacząć wszystko od nowa. Będzie ból, łzy, przygnębienie, ale to tylko straty materialne. Dobra trwałe są niewątpliwie bardzo ważne i potrzebne człowiekowi, ale: Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? (Mk 8, 36). Nie mam wątpliwości, że obecna populacja „najskuteczniej” traci duszę przez zdrady i rozwody.

Zdrada to upadek, z którego podnieść się jest najtrudniej, to wirus najintensywniej niszczący delikatną tkankę rodziny, to stan wojny. Konflikty, słabnięcie więzi, kryzysy to zaledwie potyczki, drobne starcia. Zdrada to stan, który jak wojna, przyczynia się do powstawania, wyzwalania, rozprzestrzeniania najgorszych zachowań i postaw. Jest więc to sytuacja o najwyższym poziomie destrukcji uczuciowej, psychicznej i duchowej. Od niej jest już tylko mały kroczek do rozwodu, który w wymiarze ludzkim jest po prostu końcem świata.

Za wszelką cenę trzeba się zaangażować w obronę trwałości i nierozerwalności małżeństwa. Chciałbym, aby ta książka mogła być pomocna w tych działaniach.

W moich rozważaniach umieszczam dużą ilość przykładów. Wszystkie one są prawdziwe. Zmieniłem tylko imiona i niektóre szczegóły. Można w nich dostrzec podobieństwo, jakby pewien schemat w doprowadzeniu do zdrady. Nie jest to przypadek. Tak właśnie to dzisiaj najczęściej przebiega, gdyż przyczyny są wszędzie bardzo podobne.


[1] Y. Semen, Seksualność w nauczaniu Jana Pawła II, Poznań 2008, s. 37.

[2] Homilia w rzymskiej parafii Niepokalanej i św. Jana Berchmasa, 20.01.1980r.w: www.kryzys.org/printview.php?t=4683&start=70&sid

Opublikowano dnia środa, 23 Marzec 2011 o godz. 9:56 w kategorii Moje książki. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Przejdź na koniec strony, jeśli chcesz zostawić komentarz. Pingowanie jest wyłączone.

Zostaw odpowiedź

*