Małgosia

22 września 2009 | Dodaj komentarz »

” MÓJ OBECNY STAN WIARY W BOGA…”

Zanim napiszę o dzisiejszym moim stosunku do wiary, muszę napisać trochę o przeszłości, gdyż jest to nierozerwalnie z tym związane.
Urodziłam się w katolickiej rodzinie, a więc zdawało by się, że powinnam w miarę swych możliwości „stosować”, może lepiej wypełniać praktyki religijne. Tak jednak postępowali i postępują moi rodzice-ja natomiast jako mała dziewczynka chodziłam do kościoła bo wszyscy chodzili, bo mi rodzice kazali, bo musiałam, nie zdając sobie sprawy z powagi tych czynów modlitwy wieczornej i rannej, spełniania boskich przykazań. Z kolei, już jako zbuntowana nastolatka zrezygnowałam praktycznie z uczestnictwa w Eucharystii, odmawiania modlitw gdyż uważałam to za stratę czasu, bigoterię, a przebywając w różnych towarzystwach ludzi w moim wieku zaczęła się w sercu rodzić myśl o wstydzie za to kim jestem. Nie specjalnie przemawiały do mnie argumenty rodziców-dalej oszukiwałam ich że idę do Kościoła ,podczas gdy szłam na cmentarz lub stałam gdzieś obok. Również obojętnie odnosiłam się do zajęć religii, czasem zdarzało mi się wyśmiewać z zaangażowania bliźnich w wiarę- przeważnie było to pod wpływem towarzystwa, albo robić im przykrości niegodne chrześcijanina. Tak było do sierpnia tego roku, kiedy to zdecydowałam się iść na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy.
Z początku traktowałam to jako sposób na spędzenie wakacji, możliwość poznania nowych ludzi i zawarcia ciekawych znajomości. Dopiero po przejściu pierwszego dystansu, wieczorem w kościele w Górze zdecydowałam się pójść do spowiedzi- zrobiłam to jakby z doskoku, nawet nie zastanawiając się szczególnie nad grzechami i idąc po to by mieć czyste sumienie i by uczestniczyć w Eucharystii jak wszyscy pielgrzymujący. Ale jednak coś się stało, bo poczułam wyraźną ulgę. Mijały dni a każdy inny, lepszy od poprzedniego. Z dnia na dzień, rozumiałam dlaczego tu jestem, dlaczego pomimo kłopotów finansowych udało mi się dosłownie wybłagać rodziców o pieniądze- chyba poznałam odpowiedź- Bóg dał mi kolejną szansę. W tym wszystkim utwierdzał mnie widok tylu ludzi, którzy na zawołanie Boga odpowiedzieli: ”Idę z Tobą Panie”. Na ich twarzach można było odczytać radość, szczęście i szczerą wiarę. Powoli i ja zaczęłam rozumieć treści zawarte we wspólnie śpiewanych piosenkach, które ku mojemu zdziwieniu nie okazały się być zawodzeniem dewotek, ale żywą, radosną modlitwą, z którą poczęłam się identyfikować, bo zaczynała dotyczyć i mnie. Zapomniałam też o uczuciu przerażenia a może tylko o obawie przed przebywaniem wśród tylu obcych ludzi, natomiast ogarnęło mnie podniecenie na myśl osiągnięciu wyznaczonego celu, dotarcia na miejsce. Moment kulminacyjny nastąpił w ostatni dzień wędrówki do Matki Boskiej.
To była niedziela, tuż przed samą Częstochową. Zatrzymaliśmy się na postój, na tzw. ”górce pojednania, gdzie wszyscy nawzajem się przepraszaliśmy, dziękowaliśmy za obecność. Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę z faktu, że bez tych ludzi z którymi tak bardzo się zżyłam, bez naszej wzajemnej, codziennej modlitwy, nie dałabym sobie rady. Nagle ogarnęła mnie taka radość, ogromna siła, że na ostatnim etapie nie czułam ani zmęczenia, ani tego, że to już koniec- ja mogłabym iść dalej i dalej…niemal bez końca…
Niestety on był nieunikniony- ale warto było. Sam widok tej ogromnej ilości pielgrzymów z różnych stron Polski, czekających na przywitanie, ich radość, miłość wyrażona poprzez śpiew- tego nie w sposób opisać- to po prostu trzeba przeżyć, zobaczyć. Poczułam się jak jedna z sióstr, w wielkiej rodzinie zwanej Kościołem. Jednak chwila, która zapadła mi ma zawsze w pamięć to Msza św. w samej Bazylice. Odprawiał ją nasz ks. przewodnik, a ponieważ zawsze gdy on mówił uważnie go słuchałam, tak i teraz byłam skoncentrowana. Do czasu. W pewnym momencie zupełnie oderwałam się od rzeczywistości i zaczęłam się zastanawiać nad swoim dotychczasowym życiem.
Zaczęłam rozumieć co to naprawdę wiara, miłość Boga, sprawiedliwość i opieka, troska, itp. itd.-nie można wymienić wszystkich darów jakimi darzy nas Bóg w mniejszej lub większej ilości, ale każdego, co dzień. Doznałam też jakby olśnienia, które sprawiło, że już wiedziałam co i jak mam dalej robić. Żałowałam że nie mogę cofnąć czasu, zmienić kilka rzeczy, sytuacji. Zrozumiałam bowiem kto tak naprawdę jest dla mnie najważniejszy, dzięki komu żyję na tym świecie i doszłam tutaj szczęśliwie. Było pełno ludzi, szczególnie młodych, których coś tu przyciągnęło- jak mnie. Z oczu popłynęły mi łzy. Bóg dał mi szansę, poprzez te doświadczenia, przyjęcie Eucharystii, wskazał mi drogę- tą właściwą, którą od tamtej chwili usiłuję dążyć. Po powrocie do domu, dość długo i mocno przeżywałam tamte wydarzenia. Minione obrazy zaczęły się zacierać kiedy znalazłam się w towarzystwie ludzi młodszych, a przypominających mnie samą do niedawna. Ale mój trud pielgrzymki nie poszedł na marne. Wystarczyła jedna msza, spotkanie z Bogiem, abym znów odzyskała wiarę w siebie, w to, że nie jestem sama, że jest Ktoś, na kogo w każdej chwili mogę liczyć, kto jest dla mnie jak najwierniejszy przyjaciel, który nigdy mnie nie opuści.
Choć na świecie jest tak wiele rzeczy, których nie rozumiem, to wiem, że kiedyś każdy z nas pozna te tajemnice- trzeba tylko wierzyć. W końcu to Bóg stworzył świat, ludzi, a sprawiając nam dobre, pełne radości chwile, chce nas uodpornić na te złe. Nawet ból, cierpienie- to wszystko ma jakiś cel. Dopiero teraz też, kiedy zaczynam to odczuwać, dziękuję Bogu za to czym mnie obdarza: za siłę, odwagę i optymizm w trudnych okresach, za radość, uśmiech i szczęście, za zdrowie, opiekę- po prostu za wszystko. Dziękuję mu bo wierzę że On istnieje i moje modlitwy będą wysłuchane. Nie są to co prawda znane katolikowi modlitwy, ale moje własne- może nieskładne, niesystematyczne, ale moje, szczere, prosto z serca płynące. Nie jestem też od razu jakaś bardzo głęboko wierząca, zapominająca o normalnym życiu nastolatki, o moich potrzebach, marzeniach. Staram się to wszystko pogodzić. Myślę że stopniowo mi się to udaje, bo przestałam się wstydzić tego, że jestem Dzieckiem Bożym, że nadrzędne miejsce w moim życiu zajmuje Bóg. Teraz też rozumiem postawę starszych osób- większość z nich jest samotna, odtrącona przez bliskich, pozostaje im Bóg. Z nim mogą porozmawiać i być wysłuchanym .
Ja wiem, że większość młodych ludzi w tym wielkim bałaganie zagubiło wiarę w istnienie Boga, skoro tyle jest cierpień, zła. Zupełnie zmienia się sytuacja gdy dosięgnie ono nas- żalimy się dlaczego że akurat nas to spotyka. Z kolei gdy coś nam grozi- „Jak trwoga to do Boga”. Szczególnie jest to widoczne u dorosłych. Należy jednak zauważyć że to od nas samych zależy jak będziemy postępować: On daje nam zawsze wybór- naszym zadaniem jest dokonać tego prawidłowego. Jeśli nam się coś nie uda, nie pójdzie po naszej myśli, to nie możemy się poddawać. Jesteśmy tylko owieczkami, można powiedzieć, że czarno-białymi, ze słabościami i z zaletami, Bóg zaś jest naszym Pasterzem. Wierzę zatem, że każdym razem kiedy popełniam grzech, lecz potem serdecznie tego żałuję, kiedy staram się postępować wg. przykazań, lecz mam mało sił by podołać wyzwaniom czekającym na chrześcijanina, to dostanę drugą szansę. Jeśli i wtedy się nie powiedzie, to trzecią, czwartą, itd.- aż do skutku. Bo Bóg istnieje i kocha nas- uwierzcie mi, bo inaczej skąd byśmy się wzięli na świecie? To jest największa prawda, ja w nią wierzę- ty zrób to samo.
Pozostaje tylko jeden szczegół, który nurtuje wszystkich- śmierć. Nie od dziś wiadomo, że dopada każdego człowieka i jest nieunikniona. Osobiście jeszcze nie doszłam do tego stopnia rozwoju duchowego, że wierzę w Piekło albo Niebo. Jakoś trudno mi sobie cokolwiek wyobrazić. Wiem tylko tyle, że po śmierci będzie Sąd Ostateczny- dobrzy będą nagrodzeni, źli- ukarani. Mam nadzieję, że tych ostatnich będzie niewielu, może w ogóle? Postarajmy się o to, bo naprawdę warto doznać, doświadczyć miłości i obecności Boga.

Opublikowano dnia wtorek, 22 Wrzesień 2009 o godz. 12:39 w kategorii Młodzeży. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź

*