Hymn o miłości w małżeństwie

18 września 2009 | Dodaj komentarz »

„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma” (1 Kor 23, 4-7).

Pozwoliłem sobie na szerszą interpretację przymiotów miłości z „Hymnu o miłości” ponieważ uważam, że ten tekst jest bardzo jasną receptą na urzeczywistnienie miłości agape w codzienności małżeńskiej. Pozostaje mi tylko gorąco zachęcić do częstego czytania 13 rozdziału pierwszego „Listu do Koryntian”. Można tym fragmentem wspaniale się modlić, odczytując go głośno w czasie modlitwy małżeńskiej. Można zrobić w oparciu o ten tekst głęboki rachunek sumienia, pytają się, czy ma się w sobie takie predyspozycje, czy było się wobec współmałżonka takim, jak podaje św. Paweł. Można odczytywać ten fragment, wstawiając zamiast słowa „miłość” słowo „ja”. „Ja cierpliwy jestem, łaskawy jestem, nie zazdroszczę, nie unoszę się gniewem…”. Wspaniały drogowskaz postępowania i plan naprawy siebie. Można wreszcie spróbować jeden z piętnastu podanych cech miłości przyjąć jako motto poszczególnego dnia i tak uczynić sobie takie małe rekolekcje, dokładnie się wieczorem rozliczając z realizacji jednej cechy, starając się nią żyć w danym dniu.
Zapewne wielokrotnie podejmowaliśmy próby delikatnego dopasowywania się do tego wzoru. Nie wolno się zniechęcać. Jest to rzeczywiście takie małe streszczenie całej Ewangelii, będące czytelnym drogowskazem w drodze małżonków do świętości.

Mówiąc o miłości, mającej swoje źródło w Bogu i do Niego prowadzącej, stanowiącej skalisty fundament życia małżeńskiego, nie sposób nie zatrzymać się tym wyjątkowym tekście. Zastanawiamy się ciągle, czy urzeczywistnienie słów Chrystusa, zapewniające życie wieczne, wiązać się musi wyłącznie z oddaniem życia za przyjaciół? Jak w małżeńskiej codzienności osiągnąć doskonałość w miłości, do której często zachęca nas Jezus? W znalezieniu odpowiedzi na powyższe pytanie pomocny jest właśnie 13 rozdział „Pierwszego Listu do Koryntian”. Św. Paweł wiedział, że ideał miłości ukazany został przez Jezusa w chwili oddania życia na krzyżu. O takiej miłości pisze. Jego własna interpretacja daje możliwość dostrzeżenia, że miłość prowadzącą do najwyższej ofiary osiągnąć można postawą realizowaną przez całe życie i we wszystkich jego okolicznościach. Apostoł nie tworzy nowej nauki, lecz mocno opiera się na Ewangelii, pomagając również w ten sposób wzmocnić wiarę w Chrystusa.
„Oddawanie życia” może więc dokonywać się nieustannie, nawet jeśli kres ziemskiej wędrówki nastąpi w sposób naturalny. Pozornie wysoką poprzeczkę, św. Paweł obniża do poziomu dostępnego dla wszystkich. Kto w życiu codziennym kieruje się cierpliwością, łaskawością, powściągliwością, wybaczaniem, sprawiedliwością i wytrwałością, ten w pełni kocha bliźniego, oddając za niego swoje życie, aby na nowo odzyskać je w wieczności.
Niewątpliwie osiągnięcie postawy charakteryzującej się wszystkimi wymienionymi cechami jest wielce trudne. Jednak przystępność Pawłowej interpretacji wyraża się w tym, że kierowanie się w życiu tylko jednym z przymiotów daje możliwość zrealizowania życia chrześcijańskiego zgodnie z propozycją Jezusa. Wszystkie wymienione przez św. Pawła cechy miłości, prowadzą do jednego obrazu, ukazującego możliwość życia jej pełnią w okolicznościach, w jakich mocą Bożego powołania znalazł się każdy chrześcijanin. Różnorodność ujęć przedstawiających tę samą treść może być rozumiana jako wielość ludzkich charakterów, środowisk życiowych i dróg prowadzących do zbawienia.
Abyśmy mogli jak najwięcej skorzystać z tego wspaniałego „Traktatu o miłości”, przybliżę w skrócie rozumienie poszczególnej cechy, z delikatnym odniesieniem jej do nauki Jezusa. Z piętnastu użytych tu wyrażeń dwa podają cechy miłości w sposób pozytywny: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest” (1 Kor 13,4a). Dalsze osiem opisują miłość działającą z przeczeniem „nie”, na zasadzie obrazów przeciwstawnych, ukazujących czym miłość nie powinna się odznaczać (1 Kor 13,4b-6a). Ostatnie pięć to ponownie sformułowane pozytywnie, przymioty miłości w jej największym wymiarze. Osobliwe piękno tkwi już w samym nagromadzeniu tak dużej ilości cech agape. Odnosząc to do nakazanej przez Jezusa miłości bliźniego, przedstawione tu zestawienie można odczytać jako wielość możliwości znalezienia i realizacji Największego Przykazania. Możliwe jest również utożsamianie poszczególnych cech miłości z osobą Zbawiciela:
„Jezus jest cierpliwy, łaskawy jest,
Jezus nie zazdrości, nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą; (…) Jezus wszystko
znosi, wszystkiemu (każdemu) wierzy,
we wszystkim (w każdym) pokłada nadzieje,
wszystko przetrzyma.”

5.1. „Miłość cierpliwa jest”

Miłość cierpliwa, na wzór Jezusa, to znoszenie długotrwałego cierpienia, które i tak nie osłabia uczucia bez względu na to, czego doświadcza człowiek od innych. Ta siła uczucia agape uzdalnia człowieka do przeżywania cierpienia. Jednocześnie człowiek doświadczający prawdziwej miłości naraża się na zranienie i ból. Intensywne przeżywanie życia z miłości rodzi równocześnie cierpienie w różnorakich postaciach. Jest to konieczna droga dla rozwoju i duchowego wzrostu człowieka. Nie można jednakże nie dostrzec głębokiego sensu cierpienia w miłości: jest ono szczególnym darem składanym temu, kogo się kocha, jest ofiarą na rzecz jego wolności i swobody rozwoju. W określonych okolicznościach życia kochający potrafi zgodzić się nawet na odejście osoby kochanej z miłości, doświadczając przy tym wielkiego cierpienia.
Jednakże, chyba najwyraźniej dostrzega się obecność tej cnoty w sytuacji bezpośredniego cierpienia. Cierpieniem jest wszelkim stanem, kiedy jest inaczej niż człowiek w danej chwili pragnie, mając na względzie swoje szczęście. Kiedy jest inaczej zarówno fizycznie, jak i duchowo. Takich stanów w życiu małżeńskim doświadcza się bardzo wiele. Wielokrotnie okoliczności zewnętrzne i wewnętrzne powodują, że trzeba przyjąć inną sytuację, niż tę, która była planowana, upragniona. Nie jest to jednak jeszcze cierpliwość. Przyjmowanie takiego stanu może wiązać się z buntem, głębokim sprzeciwem wewnętrznym, rozgoryczeniem, zagniewaniem i zniecierpliwieniem. Postawa taka rodzi dodatkowe cierpienie. Jedno cierpienie tworzy następne. Cierpliwość natomiast jest postawą polegającą na umiejętnym znoszeniu cierpienia, które jest, które nagle zaistniało z powodu różnych nieprzewidzianych okoliczności. Pozbawione jest ono buntu, zawiera zgodę na zmianę. Cierpliwość jest więc umiejętnością przyjmowania i przeżywania cierpienia. Nie jest to łatwe, ale wyraźną drogę realizacji takiej postawy ukazuje Jezus w słowach:

„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29).

Pokazany jest tu sposób cierpliwego przyjmowania cierpienia, bez buntu, bez przeżywania dodatkowego bólu, lecz śmiało, świadomie i wielkodusznie. Świadome przyjęcie cierpienia to pogodzenie się z trudnym procesem postępowania wbrew logice, wbrew sobie. Chrystus oczekuje postawy zupełnie innej niż mogłoby wynikać z głębokiej analizy ludzkiej natury, pragnącej zaspokojenia wszelkich potrzeb. Natura pozostaje niejako z boku, ale jest to świadome jej zaprzeczenie motywowane pragnieniem naśladowania Jezusa.
Umiejętność życia zgodnie z taką propozycją jest również doskonałym sposobem zaradzenia wszelkim napięciom, stresom i nerwicom, które często powstają z buntu i niezadowolenia z doświadczanych przeciwności.
Miłością cierpliwą w najwyższym stopniu, charakteryzowała się postawa Jezusa u kresu Jego ziemskiej pielgrzymki. Oskarżono Go niewinnie, osądzono, obarczono cierpieniem, upokorzono, dręczono. On jednak nie buntował się i nie złorzeczył.

5.2. „… łaskawa jest”

Postawa taka charakteryzuje się świadczeniem dobra dla innych, życzliwością wobec ludzi i jest cechą przede wszystkim samego Boga. Chodzi więc tu o łaskawość, która wypływa od Chrystusa, a która przejawia się w dobroci, życzliwości, szlachetności, wierności. Łaskawość jest określonym sposobem odnoszenia się do otoczenia, to odpowiednia relacja z ludźmi, sposób zachowania się, budzący zaufanie, dobroć. Jest to także rzetelność, umiejętność słuchania drugiego człowieka oraz współczucie i litość wobec niego.
Łaskawość, będąca pierwszym przejawem miłości, wyraźnie dostrzegalnym i odczuwalnym, to otwarcie na drugiego i życzenie mu błogosławieństwa, nie zależnie od tego, kim jest, jakie ma zamiary. Życzenie błogosławieństwa, zawierające w sobie wyrażenie Bożej Łaskawości i spokoju, opieki i wsparcia – to podstawa relacji z drugim człowiekiem.
Patrząc nieco szerzej na miłość wyrażającą się w łaskawości dostrzegamy bardzo mocny związek tej dynamicznej postawy z życzliwością i radością. Życzliwość jest istotnym elementem miłości łaskawej. Odnoszenie się do drugiej osoby samo w sobie jest już rzeczą wzniosłą, wymagającą trudu, zaangażowania wewnętrznego, pozytywnego uczucia. Nie może istnieć miłość prawdziwa, jeżeli nie życzy się sobie wzajemnie prawdziwego obiektywnego dobra.
Łaskawość, dobroduszność, łagodność i życzliwość w pierwszym zetknięciu się z inną osobą komunikowana jest za pomocą wyrazu twarzy. Nie można mówić o cnocie łaskawości, jeżeli twarz „łaskawego” jest ponura. Prawdziwa łaskawość „upiększona” i wyrażona jest łagodnym i miłym, dobrym i radosnym wyrazem oblicza. „Owocem zaś ducha jest miłość, radość …” (Ga 5,22), będąca także zapowiedzią i pierwszym objawem miłości.
Łaskawość i łagodność Jezusa przejawiła się również w szacunku jaki miał On do swoich przybranych bliźnich. Łaskawą miłość okazywał dzieciom, których nie pozwolił od Siebie odpędzić, swoim uczniom, chorym i opętanym, przyjacielowi Łazarzowi, Nikodemowi, Zacheuszowi. Okazywał szacunek, łaskawość i życzliwość wszystkim ludziom: uczniom, okupantom, trędowatym, grzesznikom i swoim wrogom.

5.3. „Miłość nie zazdrości”

Zazdrość, w sensie negatywnym, jest zupełnie sprzeczna z miłością, przyczynia się do rozbicia jedności, pogłębiania się postaw egoistycznych, powodujących nieustanne zajmowanie się samym sobą, zamykanie się w sobie. Wywołuje to pogrążanie się w smutku, z powodu nie posiadania czegoś, co posiadają inni. Zapobieżenie takiemu stanowi może się dokonać poprzez odwrócenie się od egoistycznych pragnień, a skierowanie ku prawdziwej miłości, która, jak zachęca Tomasz a’Kempis: „Nikomu nie zazdrości, ponieważ nie ceni własnej uciechy, ani też w sobie samym nie chce się weselić; rezygnując z wszystkich dóbr, pragnie radować się w Bogu”.[1]
Zazdrość jest uczuciem bardzo trudnym do wyeliminowania, gdyż jest czymś naturalnym, tak jak naturalna jest chęć posiadania wyłącznych praw w stosunku do współmałżonka. Jednak św. Paweł zachęca w tych słowach do postępowania wbrew temu, co podpowiada natura, do postępowania nieomalże ponad naturą. Wyeliminowanie tego negatywnego uczucia dokonuje się przez postawę bezgranicznego zaufania, oddania, służby.
Biblia ukazuje również, pozytywne elementy, zawierające się w rzeczowniku „zazdrość”, pomagające lepiej zrozumieć, jaka ma być miłość, która nie może być zazdrosna i zawistna. Wielokrotnie Bóg Najwyższy, nazywany jest Bogiem zazdrosnym: „Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny” (Pwt 5,9).[2] Zazdrość taka, zwracająca się przeciwko poganom i sprawcom profanacji najwyższej świętości, ma chronić ową świętość i budować właściwe relacje między ludem wybranym a Bogiem. Pozytywną cechą zazdrości jest również zapał i gorliwość, o której mówi psalmista: „Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera” (Ps 69,10).
Często można spotkać gorliwość będącą nadgorliwością, graniczącą z brakiem umiaru. W prawdziwej miłości o takiej postawie nie może być mowy, gdyż jedynym jej źródłem jest przykład Jezusa, Jego dzieło miłości, będące zarazem dziełem samego Boga. Miłość Chrystusa, pozbawiona zazdrości, a przepełniona gorliwością i żarliwością w miłości, zrealizowana została w dziele odkupienia, w umiłowaniu „do końca”.

5.4. „Nie szuka poklasku”

Kolejna cecha miłości, bardzo ściśle związana z poprzednią, również ukazuje jaką prawdziwa agape być nie powinna, czego nie czyni.
Prawdziwa miłość nie szuka chwały dla siebie, nie lubi „błyszczeć”, mimo, że potrzeba akceptacji, dostrzeżenia, pochwalenie jest psychologicznie uzasadniona. Jednak „szukanie poklasku”, z akcentem właśnie na owo „szukanie”, to pragnienie uznania, pochwał i komplementów z pobudek egoistycznych. To chęć wysuwania się do przodu, zajmowania pierwszego miejsca, obnoszenia się ze swoją wielkością. Nie ma to nic wspólnego zarówno z miłością Boga, jak i bliźniego. Postawę taką potępia Jezus w słowach skierowanych do tłumów, ostrzegając przed wadami uczonych w Piśmie i faryzeuszów:

„Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać (…). Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach” (Mt 23,5-6).

Bardzo wyraźne jest także ostrzeżenie Jezusa, ułatwiające uniknięcie postawy fałszywego poklasku i przykrości z tym związanych, zawarte w słowach:

„Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił i powie ci: „Ustąp temu miejsca”; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce” (Łk 14,8-9).

Prawdziwa skromność, jako element składowy agape nie szukającej poklasku, polegać ma według Jezusa, na zajmowaniu ostatniego miejsca. Miłość taka, nie chełpiąca się, nie działająca obłudnie, wyraża się również przez właściwą postawę na modlitwie:

„Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. (…) Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,5-7).

Owo: „w ukryciu”, realizowane w relacji do Boga, doskonale oddaje istotę miłości, która nie szukając poklasku, usuwa się na bok, w cień.

5.5. „nie unosi się pychą”

Powyższa cecha miłości jest niejako naturalną konsekwencją wcześniejszego określenia. Według Biskupa Romaniuka „unosić się pychą” – to: „nie zadawać się z „byle kim”, być niedostępnym, zachowywać się wyniośle, albo nic nie mówiąc, albo cedząc z wolna poszczególne, rzekomo pełne namaszczenia słówka. Człowiek ulegający pokusie pychy ciągle daje do zrozumienia, że posiada coś, czego inni nie mają, że jest zawsze większy, choć najczęściej bywa w błędzie”.[3]
Pycha, stojąca w ogromnej sprzeczności z prawdziwą miłością, to cecha wyjątkowo mocno potępiana przez autorów Ksiąg Natchnionych:

„Albowiem nadejdzie dzień Jahwe Zastępów (…), kiedy pycha człowieka będzie poniżona, i upokorzona ludzka wyniosłość” (Iz 2,12-17).

Wielokrotnie także Jezus przestrzegał przed taką postawą, jako bardzo sprzeczną z ideą Królestwa Niebieskiego, ostrzegając: „Kto się wywyższa, będzie poniżony” (Mt 23,12).
Przejawy takiej postawy dostrzegał nawet u swoich uczniów: „… zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali” (Łk 14,7). Wyraźnie im wówczas wskazywał, jaka powinna być postawa jego naśladowców:

„Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” (Mk 9,35).

Do kategorii pyszałków, postawą swoją przeczących miłości, zaliczał faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Bardzo sprzeczną z agape, która zawsze jest gotowa schodzić jak najniżej i upodobnić się do najmniejszych, była postawa faryzeusza, przedstawionego przez Jezusa w przypowieści: „Faryzeusz i celnik”. Pyszałkowaty członek stronnictwa, pragnącego stać na najwyższym szczeblu w hierarchii społecznej Izraela, mówił do Boga: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak ten celnik” (Łk 18,11).
Słowa te wyrażają w pełni intencję i postawę mówiącego, w której wielkość pychy jest odwrotnie proporcjonalna do miłości. Posługując się przykładem celnika, który rzeczywiście nie mógł być wzorem właściwej postawy moralnej, modlącego się prostymi słowami: „Boże miej litość dla mnie grzesznika” (Łk 18,13), pokazuje Jezus, jak powinna wyglądać pokorna agape, która: „nie unosi się pychą”, ani wobec Boga, ani też wobec bliźniego.

5.6. „Nie dopuszcza się bezwstydu …”

W takim wyrażeniu chodzić mogło Apostołowi o napiętnowanie wszelkiego rodzaju rozwiązłości seksualnej, która nie rzadko zdarzała się mieszkańcom Koryntu. Możliwe jest również, że chodzi jednak nie tylko o etyczne aspekty wzajemnej miłości dwojga ludzi, lecz o właściwe postępowanie moralne w znaczeniu szerszym. „Dopuszczanie się bezwstydu” mogło przejawiać się w postaci wszelkiej nierzetelności w życiu codziennym, postępowaniem nie licującym z godnością uczciwego człowieka. Mogło to być takie postępowanie, które uwłaczałoby jemu samemu i innym. A więc mogło to być to wszystko, co powinno budzić zaczerwienienie osoby moralnie uformowanej.
Godna dostrzeżenia jest jeszcze inna interpretacja tego wyrażenia, jaką znajdujemy u Jana Chryzostoma. Używa on określenia: „Miłość nie wstydzi się”, które jest uzupełnieniem tłumaczenia. „Nie wstydzi się” zniżać do grzeszników, na wzór Chrystusa, nie poczytuje sobie za ujmę znoszenie od innych przykrości, wykonywanie pogardzanych czynności, służenie innym.
Również i przez ten przymiot agape św. Paweł przybliża nam treść nauki Jezusa. W całym swoim postępowaniu Zbawiciel zachowywał się skromnie i powściągliwie. Postawa Jego była bardzo delikatna i taktowna. Cechy te można wielokrotnie dostrzec w bezpośrednim kontakcie Jezusa z uczniami, grzesznikami, czy nawet przeciwnikami. Nie zgorszył się postawą kobiety, która: „Prowadziła w mieście życie grzeszne”, a która przyszła namaścić Mu nogi swoimi łzami i otrzeć je włosami (Łk 7,36n). Nie wstydził się pójść w gościnę do osób powszechnie potępionych przez społeczność Izraelską (Mt 8,5n; Łk 7,2n).
Jednocześnie Jezus potępił z całą surowością postępowanie bezwstydne i gorszące, szczególnie wobec dzieci. Stanowczo ostrzega:

„Lecz kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18,6).

5.7. „nie szuka swego”

W przymiocie tym przedstawiona jest radykalna zasada usunięcia z życia wszelkich objawów egoizmu. W stwierdzeniu, że miłość nie szuka swego, zawarta jest prawda, iż miłość nie tylko nie szuka tego, co nie należy do niej, ale gotowa jest zrezygnować dla dobra innych, z tego, do czego ma prawo. Nie wpada w rozpacz, gdy ktoś wyczerpie lub tylko uszczupli stan jej posiadania.
Wzorem niedoścignionym miłości, która „nie szuka swego” jest sam Bóg, który niczego nie potrzebuje, a jednak mocą swojej miłości powołuje do życia całkiem niepotrzebne istoty po to, aby móc je kochać i doskonalić. Z miłości do stworzenia daje się dręczyć i upokarzać. Stwarzając wszechświat przewidział: „Brzęczącą chmurę much dookoła krzyża, odarte z skóry plecy, przyciśnięte do chropowatego drzewa, gwoździe wbite w sploty nerwowe, coraz bardziej rozpaczliwą walkę o każdy łyk powietrza, potęgującą się torturę pleców i ramion gdy ciało podciąga się, a usta usiłują schwytać oddech”.[4]
To jest prawdziwa miłość, a jednocześnie wzór miłości, który wręcz zmusza człowieka do stałego przekraczania samego siebie, wychodzenia poza siebie. Dzięki takiej miłości – przekraczającej, wychodzącej, nie szukającej własnej korzyści, lecz dającej siebie – osiągnąć można kres wszelkich poszukiwań. Miłość, która od Boga wyszła, jako całkowicie bezinteresowna i poświęcająca się, ponownie do Niego prowadzi.
Przeżywanie miłości, która „nie szuka swego”, może po ludzku, być czymś bezsensownym, wręcz tragicznym. Szukanie swego jest elementem ludzkiej natury. Jest więc taka miłość tajemnicą wiary równą tajemnicy ukrzyżowania miłości. W perspektywie wiary miłość do człowieka, najmocniej angażująca całą jego istotę, staje się drogą do Boga. To właśnie perspektywa wiary pomaga wyżej od siebie stawiać drugiego człowieka, mieć na uwadze jego sprawy. Takie nastawienie na drugą osobę było w Chrystusie, który cały „wydał się” (Flp 2,5) za nas.
Na drodze do osiągnięcia takiego ideału agape stoi wiele przeszkód i trudności. Największym zagrożeniem dla postawy „nie szukania swego” jest egoizm, wkradający się często do najczystszych motywów postępowania i do najbardziej bezinteresownych czynów. Poświęcając się innym można odkryć z przerażeniem, że w tym rzekomo bezinteresownym darze z siebie kryje się złudzenie. Chyba tylko w chwilach uniesienia ducha i całkowitego oddania człowiek przestaje myśleć o własnym dobru i szczęściu, doświadczając miłości jako najwspanialszego i czystego daru. Nie są to jednak trwałe stany duchowe. Można szukać siebie nawet w tak delikatnych formach, jak podświadome oczekiwanie na wdzięczność i uznanie ze strony innych. Niosąc innym słowa otuchy człowiek pragnie tylko zapomnieć o własnym niepowodzeniu i cierpieniu lub wierzyć we własną dobroć. Nawet wielka wrażliwość na potrzeby drugiej osoby, opiekuńczość, poświęcenie się, ofiara, szczególnie w małżeństwie, wcale nie muszą być objawem dojrzałej miłości. Nawet mogą być tylko elementem przyjaźni, bezinteresownej życzliwości, związków międzyludzkich, często niezależnych od człowieka.
Miłość, która „nie szuka swego” ma to do siebie, że wychodzi na zewnątrz, zapominając o sobie, daje siebie drugiemu. Jest ona decyzją zajęcia się drugim, aby jego egzystencja rozwijała się jak najpełniej. Objawia się w tym, że dostrzegając „braki” tej drugiej osoby, kocha się ją wraz z tymi brakami. Jeśli w miłości istniałoby „szukanie”, wówczas w przypadku nieznalezienia upragnionych wartości, musiałoby pojawić się rozczarowanie i zrezygnowanie.
Kolejnym przejawem rozpatrywanego przez nas przymiotu miłości jest dar czasu. Miłość domaga się czasu, gdyż nie wystarczą jej zdawkowe, grzecznościowe pozdrowienia. Miłość taka nie jest wyrachowana, nie czyni wyrzutów, nie wypomina własnego zaangażowania.
Jednak najwyższym przejawem miłości, o której św. Paweł pisze, określając ją jako ta, która „nie szuka swego” jest troska o życie drugiej osoby, przewyższająca zatroskanie o własne. Troska o życie ukochanej osoby podkreśla pierwszeństwo tego życia przed własnym, nawet wówczas, gdy konieczna jest śmierć za tę drugą osobę. Realizuje się to także w postaci odpowiedzialności za drugiego człowieka, nakazującej postawić jej życie ponad własnym.
Wzorem takiej miłości jest Jezus, który całe swoje życie wypełnił duchem ofiary i poświęcenia, cały był dla innych, nie miał nawet własnego kąta, gdzie mógłby „głowę skłonić” (Mt 8,20). Żył całkowicie dla innych, nawet kiedy był zmęczony i uczniowie nie pozwalali na niepokojenie Mistrza, On rezygnował z chwili samotności i upominał Apostołów:

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im” (Mk 10,14).

Postawa Chrystusa jest wzorem dla chrześcijan, pragnących związać z Nim swoje życie. Wzór ten zobowiązuje do wzbudzenia w sobie postawy służenia, zgodnie z zachętą Jezusa:

„Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45).

Najwyższym przejawem ofiarnej miłości Jezusa jest oddanie życia, zgodnie ze słowami:

„Nikt nie ma większej miłości, od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Na tym polega nowość przykazania miłości, objawionego przez Jezusa. Jest ono nowe, jako, że mamy naśladować ofiarność Jego miłości. On umiłował, aż do oddania życia na Krzyżu, aż „do końca”, nie oglądając się na wdzięczność, nie szukając swego.

5.8. „Nie unosi się gniewem”

Św. Paweł zachęca do postawy, w której nie aprobuje się stanu rozdrażnienia uczuciowego i gniewu. Rozgniewanie, prowadzące do wyprowadzenia z wewnętrznej równowagi i agresji, zapoczątkowuje sytuację złą, stojącą w sprzeczności z wcześniej wymienionymi cechami miłości, szczególnie z cierpliwością i łagodnością. W takim stanie uczuciowym nie może być mowy o porozumieniu się i wzajemnej miłości.
Nie opanowanie rozdrażnienia uczuciowego i oburzenia stwarza stan zagrożenia, gdyż w gniewie wielokrotnie objawia się takie zachowanie, którego po wyciszeniu żałuje się. Gniew często staje się przyczyną krzywdy wyrządzonej drugiej osobie.
„Nie unoszenie się gniewem”, to nie tylko wybuchy gniewu, lecz także wszelkie dąsanie się, niezadowolenie, różne postacie złego humoru. Jeśli zabraknie umiejętności panowania nad tymi uczuciami, wówczas może dojść do niebezpiecznych kłótni i sporów, do zrodzenia się chęci wyrządzenia krzywdy drugiej osobie. Dlatego właśnie Jezus w Kazaniu na Górze zawarł wyraźną przestrogę przed nieumiejętnością panowania nad gniewem, mówiąc:

„Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj, a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi” (Mt 5,21-22).

Umiejętność panowania nad gniewem, pozwalającą uniknąć takich drastycznych konsekwencji, dającą możliwość życia zgodnie ze słowami Jezusa, można osiągnąć wg św. Pawła koncentrując się na agape, która „nie wpada w gniew”.

5.9. „Nie pamięta złego”

Apostoł stwierdza jasno: miłość nie pamięta złego bez żadnych warunków, które musiałby wypełnić czyniący zło. Można by sądzić, że jest to postawa bardzo naiwna, ale autor podkreśla, że uczeń Chrystusa jest nowym stworzeniem, oddającym się Bogu, który nie poczytuje ludziom ich grzechów, jedna ich ze sobą i między sobą. Nie pamiętanie złego, przyczyniające się do tworzenia jedności między ludźmi, to naśladowanie Boga w jego zbawczym działaniu dla dobra człowieka. Postawa ta wyrażona jest w przejmującym sformułowaniu Izajasza: „Ty zachowałeś mą duszę od dołu unicestwienia, gdyż poza siebie rzuciłeś wszystkie grzechy moje” (Iz 38,17).
Zasadnicza treść zawarta przez św. Pawła w rozpatrywanym przez nas wyrażeniu to podkreślenie, że prawdziwa miłość nakazuje puścić w niepamięć złą przeszłość naszych bliźnich, dać im szansę; jest wyrozumiała nawet wtedy, gdy doznaje przykrości, nie żąda naprawienia krzywd, ani nie pragnie zemsty, gdyż usprawiedliwia krzywdziciela. Czyni tak, nie tylko wówczas, gdy krzywdziciel wyciąga rękę, ale nawet wtedy, gdy nie ma w nim skruchy, starając się zło zwyciężyć dobrem.
Wzorem miłości nie pamiętającej uraz jest postawa Jezusa, który zarówno w słowach jak i w czynach nakreślił pełny obraz tego przymiotu agape. Nie czekał aż ludzie staną się warci Jego miłości, aż porzucą swoje zło i zaangażują się w dobro. Kochał wszystkich miłością bezwarunkową. Nie stawiał wymogów niszczących istotę miłości od podstaw. Bezwarunkowo zapominał popełnione zło, mówiąc:„Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8,11). Nie ma to sensu zobowiązującego, lecz pomaga zobaczyć nową głęboką więź z Jezusem, w której nie ma już miejsca na grzech. Podobną postawę ukazywał Zbawiciel wielokrotnie. Pod wpływem miłości przebaczającej celnik Zacheusz porzucił swoje niesprawiedliwości, zaprzestał krzywdzenia ludzi, zaś krzywdy wyrządzone naprawił w czwórnasób. Miłością przebaczającą i zapominającą urazy ogarnięty został również św. Piotr, w słabości swojej zapierający się Mistrza, a także okrutni złoczyńcy, krzywdzący Jezusa dotkliwie i boleśnie w czasie rozgrywania się dramatu męki i śmierci.
Największym wyrazem takiej agape staje się ofiara Syna Bożego na Krzyżu, niwecząca grzechy ludzi przez obmycie ich krwią odkupieńczą. Chrystus ukazał, że każdy człowiek, nawet największy złoczyńca, wart jest miłości, mającej moc przemieniania ludzi na lepsze.
Umiejętność taka potwierdziła pełnię miłości wyrażoną wcześniej w słowach przekazywanych Apostołom i całej rzeszy uczniów Jezusa. Szczególnym przykładem jest Modlitwa Pańska, która zawiera w sobie głęboką ideę miłości przebaczającej wyrządzone zło i popełnione grzechy. Prośba skierowana do Ojca, posiada głębokie uzasadnienie, ponieważ Bóg jest zawsze gotów zapomnieć wszystkie urazy. Zawiera również potwierdzenie, że ludzka miłość ma w sobie możliwość zapominania o uczynionym złu. Jest to także warunek uzyskania przebaczenia od Ojca:

„Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski” (Mt 6,14).

Zapomnienie krzywd, będące efektem szczerego przebaczenia, nie jest łatwe, dlatego odczuwając wewnętrzne przeszkody, jakie utrudniają człowiekowi zrealizowanie tej cnoty Piotr pyta Nauczyciela, ile razy ma zdobywać się na wysiłek wybaczania. Otrzymuje odpowiedź, przekraczającą granice jego możliwości intelektualnych, ale i granice wszelkiego ludzkiego intelektu i pragmatyzmu. Pouczenie Jezusa brzmi: wybaczać należy ciągle, nieustannie i bezwarunkowo, zapominając jednocześnie o największych przewinieniach, ponosząc największą ofiarę za krzywdzącego.
Doskonałą ilustracją Pawłowego przymiotu miłości „nie pamiętającej złego” jest przypowieść „O synu marnotrawnym” (Łk 15,11-32). Bardzo precyzyjnie Jezus wyraża tu istotę miłości międzyludzkiej, wzorowanej na miłości Boga wobec grzeszników. Miłość przekracza nawet miarę sprawiedliwości, która, jak mogłoby się wydawać, nakazuje wyrównanie wyrządzonej krzywdy, uczynionego zła. Syn, który opuścił dom, dotknął i obraził swojego ojca złym postępowaniem, utratą bezwartościowej godności synowskiej. Postawa młodszego syna z pewnością, przez cały czas jego nieobecności, była dla ojca źródłem smutku i cierpienia. Jednakże nie oczekuje on skruchy, jako warunku przebaczenia i pełnej miłości. To zdumiewające spojrzenie ojcowskiej miłości, całkowicie bezwarunkowej, nie pamiętającej już w tym momencie wyrządzonych krzywd, powoduje wybuch skruchy. Prawdziwa miłość kieruje się na osobę, jaką ona jest w tej chwili, nie ocenia, „nie liczy zła”.

5.10. „Nie cieszy się z niesprawiedliwości”

Św. Paweł przekazuje obraz miłości, która nie cieszy się z wszelkiej krzywdy i szkody popełnionej wobec innej osoby. Niesprawiedliwość i krzywda zawsze powinny smucić i boleć. Natomiast postawa odwrotna, czyli radość z cudzej krzywdy, jak zauważa Bp Romaniuk: „to wyraz współdziałania z szatanem. Sprawiedliwość polega, jak wiadomo, na tym, żeby oddawać każdemu, co komu się należy: to, co boskie Bogu, to, co ludzkie, człowiekowi. Otóż wyrazem szczególnej zmowy z czartem, byłaby radość z niesprawiedliwości względem Boga; radość z tego, że ludzie nie okazują Bogu czci, ani wdzięczności, że Go nie kochają i że ciągle szukają, albo sami sobie stwarzają innych bogów; że cieszą się z wszelkiej obrazy Boga i każdego grzechu, który w swej istocie jest niesprawiedliwością względem Boga”.[5]
Cieszenie się z niesprawiedliwości, jako współudział w jej czynieniu, w krzywdzeniu innych, odczuwanie przyjemności w stawianiu siebie wyżej, potępił Jezus z całą stanowczością. Miłość nie ciesząca się z niesprawiedliwości, wychodzącą naprzeciw nieprawości i demaskującą ją, ukazał Syn Boży faryzeuszom i uczonym w Piśmie, kiedy przyprowadzono do Niego kobietę, przyłapaną na cudzołóstwie. Zgodnie z Prawem, mogła być ona ukamienowana. Przepis ten daleki był przykazaniu miłości, gdyż dawał możliwość niesprawiedliwego krzywdzenia innych, bez brania pod uwagę zła wyrządzonego w ten sposób. Jezus z miłości wychodząc na przeciw takiej sytuacji, ze spokojem nakazuje:

„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8,7).

Kolejny raz miłość odniosła zwycięstwo.

5.11. „Lecz współweseli się z prawdą”

Apostołowi chodziło zapewne o prawdę w szerokim znaczeniu tego słowa, w sensie praktycznym, będącą przeciwieństwem „nieprawości”. Jest to prawda w wymiarze moralnym, bardzo blisko spokrewniona z biblijną sprawiedliwością. Miłość może więc współradować się ze sprawiedliwości, gdyż sprawiedliwe postępowanie powinno być źródłem radości.
Rozumienie prawdy w sensie moralnym, oznaczającej właściwe i dobre postępowanie, uczciwość i prawość, wielokrotnie ukazuje Jezus w swojej postawie i nauczaniu. Sam mówi o sobie:

„Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6).

Jezus jest wzorem takiego postępowania, które całkowicie pokrywa się z wypowiadanymi słowami. Jest obrazem prawdy, na której chrześcijanie powinni oprzeć swoje życie, aby osiągnąć z nim zjednoczenie. Wyraża to słowami:

„Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,31-32).

Współweselenie się z prawdą zawiera się w postawie ojca cieszącego się z powrotu syna marnotrawnego. Szczęśliwy ojciec na widok powracającego nieszczęśnika: „Wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (Łk 15,20). Następnie nakazał wyprawić ucztę, by radować się publicznie i głośno z powrotu syna, ze zwycięstwa prawdy i sprawiedliwości. Widok dobra u syna który: „… był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,32), napełnił ojca radością.
Podobnie ewangeliczny pasterz, który odnalazł zaginioną owieczkę i kobieta po odnalezieniu cennego pieniążka – zapraszają innych, aby wspólradować się z nimi.[6]
„Współweselić się z prawdą”, to wyrażenie odpowiadające także radości z nawróceń grzeszników, doznawanej w rzeczywistości niebiańskiej:

„Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7).

5.12. „Wszystko znosi”

Wyrażenie to odnosi się do zdolności przemilczania doczesnych krzywd, znoszenia trudów, powstrzymywania się od wszczynania sporów. Odpowiada to postawie Jezusa, okazywanej ludziom dotkniętym złem, grzechem. Miłością zakrywającą wszystko ogarnięci zostali celnicy, z którymi Jezus ucztował, poborcy podatków, chorzy duchowo i cieleśnie, a także okupanci. Daleko od takiej postawy znajdowali się uczeni w Piśmie i faryzeusze, pytający: „Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?” (Mk 2,16). Zbawiciel zakrywający wady i zło zwracając się z miłością właśnie do tej odrzuconej części społeczeństwa, ukazuje, że: „ Nie zdrowi potrzebują lekarza (miłości) lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2,17).
Grupa, która szczególnie potrzebowała ogarnięcia miłością byli trędowaci, drastycznie odrzuceni przez społeczeństwo, osamotnieni i skazani na powolne umieranie. Wbrew panującym zasadom społecznym. Jezus nie odpycha ich, lecz „dotyka” miłością uzdrawiającą, pozwalającą odzyskać wiarę i nadzieję.[7]
Jasny obraz, w którym przeciwstawiają się sobie dwie postawy: czynienie wyrzutów i zakrywanie zła, zawiera wspomniany już wyżej fragment z Łk 7,36. Faryzeusze zaproszeni na ucztę widzieli w kobiecie prowadzącej w mieście „życie grzeszne”, tylko zło. Eksponując tę stronę jej życia i tylko na niej zatrzymując swoją uwagę, czynią Jezusowi ciche wyrzuty:

„Gdyby on był prorokiem wiedziałby co za jedna i jaka jest ta kobieta” (Łk 7,39).

Zupełnie odwrotną postawę ukazuje Nauczyciel, zakrywając jej grzechy, nie dostrzegając ich, lecz zatrzymując się na tym co dobre w tej kobiecie:

„Ona zaś łzami oblała mi stopy i swymi włosami je otarła. (….); nie przestała całować moich nóg, (…), olejkiem namaściła moje nogi” (Łk 7,44 –46).

Jest to także miłość, która znosi ból, upokorzenie, wzgardę, odrzucenie. Dokładnie tak, jak Jezus w czasie swojej męki i konania na Krzyżu. Wyszli przeciw niemu z kijami i mieczami „jak na zbójcę” ( Łk 22,52), „naigrywali się z Niego i bili Go” (Łk 22,63), poddali go biczowaniu, „uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym” (J 19,2), następnie szydzili z Niego, policzkowali, ukrzyżowali między złoczyńcami. A On wszystko znosił:

„…nawet nie otworzył ust swoich.

Jak baranek na rzeź prowadzony,

Jak owca niema wobec strzygących ją”

(Iz 53,7).

5.13. „Wszystkiemu wierzy”

Sens tego wyrażenia jest następujący: ten, kto miłuje Boga, wierzy we wszystko, co On objawił i co przekazuje w swoim słowie. Wierzyć to znaczy uznać za prawdę to, co Bóg mówi jedynie na podstawie jego autorytetu. Miłując Boga, bez zastrzeżeń przyjmuje się wszystko, co podaje On do wierzenia. Do zaistnienia takiej wiary sam Pan Bóg przyczynia się, udzielając swojej łaski.
Apostoł miał na myśli również miłość do bliźniego, wierzącą zawsze w najlepsze rzeczy dotyczące ludzi. Otrzymujemy więc tu taki sens, że kto ma miłość prawdziwą do bliźniego, nie odnosi się do niego nieufnie, z uprzedzeniem, lecz daje wiarę temu, co on sam o sobie mówi i co inni mówią o nim, wierząc, że ten kogo się miłuje, nie kłamie. Miłość ta nie wątpi również w zbawienie bliźniego, modli się za niego do Boga.
W odniesieniu zarówno do Boga, jak i do ludzi uwierzyć to znaczy zaufać. Taka postawa rodzi pełną otwartość już nie z powodu nieświadomej naiwności, lecz na gruncie świadomego zaufania i wiarygodności żywionej wobec drugiej osoby.
W ujęciu Jezusa miłość, która „wszystkiemu wierzy” całkowicie odpowiada postawie, jaką ma małe dziecko wobec swoich rodziców. Stwierdzenie:

„Kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Łk 18,17),

podkreśla znaczenie zaufania, zawierzenia i oddania się w ręce „autorytetu”, jako warunek osiągnięcia zbawienia. Jezus wskazuje nie na cechy dziecięctwa, które objawiają się słabością, lecz chodzi Mu o stosunek dziecka do ojca, od którego przyjmuje ono wszystko z ufnością. Pod tym względem dzieci są wzorem dla wierzących, którzy powinni zawsze uświadamiać sobie swoją zależność od Boga i Jemu całkowicie, i bezwarunkowo ufać.
Słowa, będące zachętą do uwierzenia Bogu, całkowitego zaufania Mu i złożenia wszystkich dziedzin swojego życia w Jego ręce, wypowiedział Jezus także w Kazaniu na Górze, w części dotyczącej troszczenia się o dobro doczesne.

„Nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie” (Mt 6,34).

To bardzo trudna umiejętność. Z niemałymi oporami uwierzył św. Piotr, doświadczony rybak, Jezusowi zachęcającemu go do wypłynięcia na jezioro, zupełnie wbrew zasadom rybołówstwa, kiedy wszystko wskazywało, że połów nie może być udany: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili” (Łk 5,5). Otworzył się jednak na słowa Jezusa i : „…zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać.” Jego ufność od razu została nagrodzona.
Jednak nie sama wiara i zaufanie wystarczą, aby nieugięcie iść za Mistrzem, naprzeciw wszelkim przeszkodom i niebezpieczeństwom. Ten sam Piotr, zachęcony słowami Jezusa, spotkanego na środku jeziora, wychodzi z łodzi i idzie po powierzchni wody. Po pokonaniu niewielkiej odległości: „… na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie ratuj mnie” (Mt 15,30). Jego wiara okazała się niewystarczająca. Jeszcze brakowało jej nadziei i umiejętności przetrzymania wszystkiego.

5.14. „We wszystkim pokłada nadzieję”

Miłość, która wierzy i bezgranicznie ufa, nigdy nie traci nadziei, że czyniący zło wróci kiedyś na dobrą drogę. Ponieważ skierowana jest na to, co najlepsze, nie szuka słabych stron, mankamentów, nie wspomina wyrządzonego zła, lecz przebacza i z nadzieją rozpoczyna na nowo.
Ponieważ nadzieja ze swej natury dotyczy przyszłości, spodziewa się więc pomyślnej drogi życia nawet dla grzesznika, nie rokującego nadziei na poprawę. Taka postawa jest bardzo trudna, dlatego w innym miejscu św. Paweł powie, że prawdziwa nadzieja jest „nadzieją wbrew nadziei” (Rz 4,18).
Miłość pokładająca nadzieję we wszystkim ukierunkowana jest również na Boga, który człowieka kocha taką właśnie miłością, która wszystkiego się spodziewa. Bóg pokłada nieskończoną nadzieję w człowieku i dlatego wybacza ciągle i bezwarunkowo. Odwzajemnieniem takiej postawy Boga wobec człowieka, musi być miłość pełna nadziei ze strony człowieka. Trudne jest to do zrealizowania ze względu na kruchość i słabość ludzkiej natury, lecz jak pisze św. Paweł w „Liście do Rzymian”:

„… ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś nadzieję. A nadzieja zawieść nie może” (Rz 5, 3-5).

Do tego potrzebna jest moc nieskończonej miłości, która jest darem Ducha Bożego. Tak ujęty przez św. Pawła przymiot miłości jest bardzo bliski optymizmowi, który jest naturalnym elementem ufnej miłości.
Ponieważ nadzieja ukierunkowana jest na przyszłość, można więc tu również brać pod uwagę przyszłość w postaci wiecznego życia, o którym Jezus wielokrotnie mówi przemawiając do uczniów i do ludu. Uwierzenie w Chrystusa, zgodnie z jego słowami:

„Kto we mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. Każdy kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 25-26),

daje nadzieję na przebywanie z Nim w wieczności. Jezus obdarowuje tą nadzieją, ale jest to już taka nadzieja, która tożsama jest z pewnością, która płynie z miłości do Niego i stoi przed wiarą. Nadzieja pokładana w Bogu i w Jego Synu, rodząca pewność osiągnięcia życia wiecznego, zachęca do zbierania nadziei w każdym człowieku, prowadzi również do jeszcze większej miłości, która przetrwa wszystko.

5.15. „Wszystko przetrzyma”

Miłość, jako źródło wytrwałości, realizuje się na dwu płaszczyznach. W relacji z bliźnimi pobudza do znoszenia wszelkiego rodzaju ucisków dla bliźniego, często wszelkich jego wad, uchybień, a nawet doznawanego zła. Na takie przeszkody ze strony ludzi narażeni są szczególnie ci, którzy pracują w służbie Ewangelii, o czym wyraźnie pisze św. Paweł:

„Okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach, więzieniach, podczas rozruchów” ( 2 Kor. 6, 4-5).

Mając swoje źródło w Bogu i boską nieomal moc, miłość pokonuje wszystko i ze wszystkiego wychodzi zwycięsko. „Żadna przeszkoda nigdy nie sprawi, że miłość przestanie być miłością”.
Taka oto miłość Boża, która ukazywana była wcześniej przez różne cechy i przymioty, teraz została pokazana w całej swej potędze. Niezłomna nadzieja ostatecznego zwycięstwa, wypływa z faktu, że miłość ta zawiera również ideę trwania przy czymś z uporem, mimo narastających trudności. Droga taka nie jest łatwa również z tego powodu, że w którymś jej miejscu możliwa staje się ciemność w postaci – „milczenia Boga”, utraty wyraźnych potwierdzeń jego obecności. Sytuacji takiej doświadczyło wielu wielkich świętych Kościoła.
Do zniesienia różnych cierpień nie wystarczą tylko wiara i nadzieja, jeżeli nie towarzyszy im miłość. Obecność agape jest siłą pozwalającą pokonać wszelkie przeszkody. Cierpienie dla Chrystusa, uzasadnione wielkoduszną i wspaniałomyślną miłością wielokrotnie było przez Niego zapowiadane:

„Będę was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować (Mt 10,17).

A w innym miejscu:

„Wtedy wydadzą was na udrękę i będą zabijać, i będziecie w nienawiści u wszystkich narodów” (Mt 24,9).

Dla uczniów Jezusa nieuniknioną staje się taka droga, którą przeszedł On sam, a która urzeczywistniać się może tylko dzięki miłości, znoszącej wszystko i trwającej do końca.

[1] Por. Tomasz a’Kempis, O naśladowaniu Chrystusa, Kraków 1981, I, XV,3.

[2] Por. także: Wj 20,5; 34,14; Pwt 4,24;Joz 24,19; 2 Krl 19,31 i in.

[3] K. Romaniuk, Największa jest miłość, Częstochowa 1995r., s. 60.

[4] C. S. Lewis, Cztery miłości, Warszawa 1973r., s. 112.

[5] K. Romaniuk, Największa jest miłość, dz. cyt., s. 80.

[6] Por. Łk 15,6; 15,9.

[7] Por. Mt 8,2; 11,5; Mk 14,3; k 17,12.

Opublikowano dnia piątek, 18 Wrzesień 2009 o godz. 20:59 w kategorii Hymn. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź

*