Główne teksty biblijne

21 września 2009 | Dodaj komentarz »

Ponieważ na ten temat dużo treści można znaleźć w wielu źródłach, również moich książkach, w naszym opracowaniu ukazuję tylko najważniejsze, z uzupełnieniem o te zagadnienia, których nie poruszałem wcześniej.

1.     Powołanie do miłości

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” ( Rdz 1, 27-28)

Najpierw chcemy się ucieszyć, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boże. To fascynująca prawda pozwalająca łagodzić wiele napięć spowodowanych odczuciem niedosytu, zawiedzionych oczekiwań ze strony współmałżonka, dziecka i wszystkich osób, które staja na naszej drodze. Wszyscy oni są obrazem Boga! Dobry Ojciec zna je doskonale, wie o ich (i moich także) wadach, niedoskonałościach i kocha ich takimi, jacy są. A oni rzeczywiście są Jego odbiciem. Nie wolno nam samolubnie obrażać się, odwracać, narzekać mając tak wielki dar obok siebie, jakim są inne osoby. Ale owo podobieństwo do Boga to także największe zadanie, jakie staje przed nami tu na ziemi, a więc pierwsze i najważniejsze powołanie każdego człowieka! Św. Jan Apostoł i Ewangelista  z genialnym wyczuciem definiuje Stwórcę: „Bóg jest miłością” (1J 4, 8.16). A ponieważ jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, wiec: Ja jestem miłością, jest nią mój współmałżonek, moje dzieci, sąsiedzi, politycy! Czyż to nie fascynująca i porywająca prawda?  Wszyscy wokół mnie, wszyscy ludzie na świecie, będący odbiciem Boga, są miłością . A tyle wokół nas zła? Tak, jesteśmy stworzeni do miłości, powołani do niej. Nosimy w sobie najbardziej naturalny kod genetyczny, w pełni uzdalniający nas do życia miłością, do realizacji jej we wszelkich relacjach, jednak skażenie grzechem pierworodnym bardzo utrudnia nam wywiązywanie się z tego zadania.

Bóg nie pozostawił nas bezradnymi i skazanymi na niepowodzenie. Na drodze życia znajduje się wiele niewyczerpanych źródeł, z których stale możemy korzystać.

Realizacja

Jak w relacjach rodzinnych i wobec wszystkich osób, wypełniać nasze podstawowe powołanie? Tu przychodzą nam z pomocą bardzo konkretne słowa z Ksiąg Natchnionych:

„Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” ( Ga 5,22-23).

Słowa te są bardzo czytelne, jasne i konkretne. Dzięki nim rozumiemy, że im więcej mamy wobec innych łagodności, opanowania, cierpliwości, dobroci, radości, tym bardziej staję się ikoną Stwórcy w swoim środowisku, a więc skuteczniej  realizuję moje główne powołanie.

Bardzo pomocnym w odkryciu naszego powołania do miłości, w realizacji tego największego zadania, jakie Bóg przed nami stawia, jest wspomniany „Hymn o miłości”. Oto jego zasadnicza treść:

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice,

i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.

I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości,

nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;

nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem,

nie pamięta złego;

nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.

Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.

Miłość nigdy nie ustaje” ( 1 Kor 13, 1-8).

Ten piękny tekst jest doskonałym podręcznikiem, drogowskazem i programem realizacji naszego najważniejszego powołania.

Przyglądając się poszczególnym wersetom dowiadujemy się, że można poprawnie, pięknie, wręcz wspaniale i bardzo przekonywująco przemawiać, wzbudzając w słuchaczach podziw, może nawet pociągając za sobą tłumy. Można tak mówić także nauczając treści najważniejszych, a więc głosić prawdy Boże, jednocześnie nie mając w sobie miłości. Wówczas jest się zupełnie pustym, bezużytecznie hałaśliwym, godnym pogardy.

W dalszej części dowiadujemy się, że można być wręcz gruntownie wykształconym, szczycącym się posiadaniem wiedzy na najwyższym poziomie i także nie ma to w Bożej ekonomii, większej wartości, jeśli nie jest motywowane miłością. Ale najbardziej szokujące jest stwierdzenie, że możliwe jest osiągnięcie wiary, umożliwiającej czynienie wręcz niepojętych rzeczy – przenoszenie gór, a której może towarzyszyć zupełny brak miłości. Jeśli św. Paweł tak pisze, to takie paradoksy są możliwe!

Ten wspaniały tekst w dalszej części bardzo ukonkretnia miłość, która jest prawdziwą motywacją wiary i sprawdzianem prawdziwości Bożych darów.

Mamy teraz bardzo czytelne wskazanie kierunku, w którym musi podążać nasz rozwój duchowy. Wróćmy do początku: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów…”, a więc gdybym porywająco i zachwycająco przemawiał, nawet głosząc treść Ewangelii, a nie byłbym cierpliwy, łaskawy, brakowało by mi panowania nad gniewem, targała by mną zazdrość, wypominał bym uczynione mi zło, to wówczas, mówiąc wprost,  nie ma to najmniejszego sensu. Podobnie z rozwojem duchowym, prowadzącym do ogromnej wiary, odczuwanej, przeżywanej w relacji: człowiek- Bóg, a więc w pewnym sensie wiary „czystej”, nie objawiającej się konkretną postawą wobec bliźnich[1].

Wnioski:

·        Zgodnie z opisem stworzenia, największym powołaniem każdej osoby ludzkiej, jest powołanie do miłości.

·        Realizacja tego wezwania dokonuje się przez cierpliwość, łagodność, delikatność, opanowanie, uprzejmość, dobroć, wyrozumiałość, radość.

·        Największe możliwości realizacji powołania do miłości osiąga się poprzez postawę pokornej, bezinteresownej, cichej służby wobec wszystkich potrzebujących, szczególnie wobec najbliższych sobie osób.

2.  Małżeństwo

Stawanie się na podobieństwo Boga, poprzez realizację miłości, ma się dokonywać najpierw i przede wszystkim wobec współmałżonka i dzieci. Skąd pewność, co do tej właśnie kolejności? To także jest zapisane w naszym głównym cytacie. Kiedy spojrzymy na końcówkę wersetu 27 i początek 28: „…stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się,…”, nie możemy mieć wątpliwości, że podstawowym, pierwszym środowiskiem, w którym musimy realizować nasze najważniejsze zadanie tu, na ziemi, jest małżeństwo i rodzina. Ta prawda jest również cudowna i genialna! W naturalny sposób jesteśmy „zaprogramowani” do tego, aby wszystkie prawdy ewangeliczne realizować w swoim pierwotnym środowisku. Bóg nie stworzył człowieka jako osoby samotnej i do życia w samotności. Jesteśmy stworzeni do życia w małżeństwie i  rodzinie, i w tych wspólnotach, relacjach tworzyć mamy swoje podobieństwo do Dobrego Ojca. Ważna jest tu kolejność wymieniania podstawowych środowisk człowieka. Potwierdza ją Jan Paweł II: „Komunia małżeńska stanowi fundament, na którym powstaje szersza komunia rodziny, rodziców i dzieci, braci i sióstr pomiędzy sobą, domowników i innych krewnych”[2]. Najpierw współmałżonek, potem pozostali członkowie rodziny. Ta hierarchia osób w rodzinie, jest jednym z głównych warunków jej właściwego funkcjonowania.

W pierwszej kolejności jesteśmy więc powołanie do małżeństwa, a następnie do rodzicielstwa. Realizacja owych pięknych wyżej przytoczonych słów z Listów św. Pawła musi następować również w takiej kolejności.

W „Talmudzie”, który jest starożytnym komentarzem do tekstów z „Księgi Rodzaju”, znajdujemy takie słowa:

l     „Osoba nie pozostająca w małżeństwie żyje bez radości, bez błogosławieństwa, bez dobra”.

l     „ Nieżonaty mężczyzna nie jest w pełni człowiekiem”.

l     „Znalezienie sobie żony jest rzeczą tak ważną, że człowiekowi wolno sprzedać zwój Tory w celu zawarcia małżeństwa”.

l     „ Domem mężczyzny jest jego żona”.[3]

3. Rodzicielstwo

Z treści rozważanego przez nas tekstu biblijnego płynie także przesłanie zobowiązanie do rodzicielstwa: „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną»”. Jest to rzeczywiście wyraźne zobowiązanie. Małżeństwo sakramentalne jest w posiadaniu wielkiego daru, którym jest stały i nieograniczony dopływ Bożej łaski. Jednak podstawowym i najskuteczniejszym sposobem  otwierania się na ten dar jest otwartość na rodzicielstwo. „Im więcej dzieci w małżeństwie, tym więcej Bożego błogosławieństwa”. Jakże wiele refleksji się tu rodzi. Najpierw trzeba podkreślić, że zamykanie się na dar nowego życia, na potomstwo, unikanie poczęcia, odkładanie ze względu na uwarunkowania ekonomiczne, karierę zawodową, jest nieporozumieniem. Potwierdza nie rozumienie fundamentalnej prawdy, że małżeństwo powołane jest najpierw do realizacji miłości, do jej urzeczywistniania, ale najpełniej dokonuje się to przez rodzicielstwo. Znowu przywołajmy słowa Jana Pawła II: „A ponieważ według zamysłu Bożego rodzina została utworzona jako „głęboka wspólnota życia i miłości”, przeto na mocy swego posłannictwa ma ona stawać się coraz bardziej tym, czym jest, czyli wspólnotą życia i miłości w dążeniu, które – podobnie jak każda rzeczywistość stworzona i odkupiona – znajdzie swoje ostateczne spełnienie w Królestwie Bożym”[4].

Smutne jest stwierdzenie, wypowiadane przez młodych małżonków sakramentalnych, że nie chcą mieć dzieci, boją się je mieć z powodów materialnych, odkładają poczęcie ze względu na pracę, karierę, dokształcanie. A przecież sam Jezus nie pozostawi wątpliwości, że nic tak mocno nie urealnia Jego obecność pośród małżonków, jak dzieci: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje” ( Mk 9, 37 ). Poprzez dzieci, dzięki nim w rzeczywistość małżeństwa kolejny raz wkracza Chrystus, przebywając z rodziną, zamieszkując pod tym samym dachem, dzieląc z nią radości i smutki[5].

Oczywiście nie możemy mówić o zaniedbaniu, czy winie moralnej, jeśli małżonkowie pragną potomstwa, ale z jakiś powodów nie mogą. Wówczas powinni podejmować drogę leczenia, eliminowania zakłócenia (metodami zgodnymi z etyką katolicką), z ufnością prosząc Boga o wsparcie. Ważnym sposobem wyjścia naprzeciw pragnieniu posiadania potomstwa w sytuacji istotnych problemów jest adopcja.

4. Inna droga

W tym miejscu rodzi się pytanie: Co z osobami żyjącymi z celibacie i w samotności? Na tę wątpliwość odpowiedź dał Jezus:

„Rzekli Mu uczniowie: «Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić».  Lecz On im odpowiedział: «Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje»” (Mt 19,10-12).

W zasadniczej części wypowiedzi wyróżnić można kilka istotnych szczegółów. Najpierw stwierdzenie: „Bo są niezdatni do małżeństwa”. Zgodnie z tymi słowami, sięgając także do wypowiedzi wcześniejszej: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę”, słyszymy przypomnienie, że wszyscy ludzie powołani są do życia w małżeństwie. Człowiek został stworzony nie jako pojedyncza osoba, ale jako małżeństwo (por. Rdz 1, 27-28). Wszyscy są do niego predysponowani, są uzdolnieni, posiadają naturalne możliwości, ale także naturalny przymus do życia w takiej formie. Wymieniając kategorie osób niezdolnych do małżeństwa Jezus wyłącza je poza nawias, oddziela od całości, którą stanowią osoby żyjące w monogamicznych związkach małżeńskich.

„Są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni”.

Jezus dotyka tu bardzo delikatnej kwestii powołanie do służby Bożej w postaci dobrowolnej rezygnacji z małżeństwa. Najpierw podkreśla, że wszyscy w naturalny sposób predysponowani są do życia w związku małżeńskim, ukazując jednocześnie wielką wartość takiej relacji, wynikającej z faktu stworzenia jej od początku. Ale w tym miejscu swojego nauczania podkreśla, że z tej wartości można czasami świadomie zrezygnować. Jest to wyjątkowy rodzaj niezdolności. Jest to złożenie Bogu ofiary z siebie, rezygnacja z części swojej natury na rzecz królestwa niebieskiego. Punktem wyjścia do realizacji takiej formy bezżenności jest świadomy wybór. Najpierw musi nastąpić uzmysłowienie sobie wartości małżeństwa, odczucie naturalności przymusu życia w takim związku, naturalności posiadanych predyspozycji i piękna takiego stanu. Uświadomienie sobie, że jest to najlepszy, najbardziej optymalny grunt rozwoju w człowieku najszlachetniejszych cech. Dopiero w sytuacji, kiedy rozumie się już, jaką wartością jest małżeństwo, może nastąpić świadoma decyzja rezygnacji z tej rzeczywistości i zgodzenie się, aby Bóg wypełnił tę przestrzeń, którą w małżeństwie wypełnia współmałżonek. Bez uświadomienia sobie wartości małżeństwa, nie jest się w stanie podjąć świadomej decyzji o bezżenności dla królestwa niebieskiego. Trzeba mieć tego jasną świadomość: pełna decyzja o rezygnacji z małżeństwa możliwa jest dopiero po uświadomieniu sobie wartości związku mężczyzny i kobiety. Składając Bogu dar trzeba być świadomym tego, co się ofiarowuje. Wówczas taka decyzja ma pełną wartość i jest niezagrożona, albo zagrożona w bardzo małym stopniu.

Wyrażenia: „Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym jest to dane” oraz: „Kto może pojąć, niech pojmuje” ukazują, że tajemnicy o wielkości, pięknie i nierozerwalności małżeństwa, ale także wielkiej tajemnicy o bezżenności, nie można pojąć i zrealizować bez Bożej łaski. Jej otrzymanie nie zależy od kaprysu Stwórcy. Do każdego z nas dopływa ona z największą intensywności, jednak obecność Bożego wsparcia w moje świadomości, warunkowana jest intensywności współpracy z Ojcem Niebieskim, szczególnie poprzez modlitwę i życie sakramentalne.

„Kościół potrzebuje daru bezżenności właśnie po to, aby wspomagać życie małżeńskie, aby być solą i zachętą dla niego” (Kard. Carlo Maria Martini)

5.     Wartość małżeństwa (Hbr 13,4)

„We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg”.

W czasie spotkań z małżonkami i osobami, dla których ta tematyka jest ważna, pragnąc ukazać wartość małżeństwa, zaczynam od tego właśnie tekstu. Podkreślam wówczas, że Pismo Święte na temat małżeństwa i rodziny mówi nam wszystko, a ten fragment możemy uznać za podsumowanie i streszczenie całej biblijnej nauki z zakresu tego zagadnienia.  Jego szerokie rozwinięcie znajduje się w mojej pierwszej książce[6]. W naszym opracowaniu tekst ten stanowi punk wyjścia do skonstruowania rozdziału V. Ale już teraz chcę mocno zaakcentować, że zasadniczym jego przesłaniem jest bardzo uczciwe ostrzeżenie. Nie jest to dobra rada, nie jest to propozycja, ani zachęta. Jest to bardzo mocno brzmiący warunek. Małżeństwo ma być we czci pod każdym względem, bo jeśli nie, dokona się jego profanacja, upadnie, nastąpi zniszczenie fundamentu. Jeśli upada małżeństwo, upada pojedynczy człowiek, upadają dzieci i młodzież, upadają rodziny, narody i burzy się cały porządek społeczny.

Nie można mieć dziś wątpliwości, że to jakość małżeństwa warunkuje jakość każdego z nas- tacy jesteśmy jakie są nasze małżeństwa i jakie były (są) małżeństwa naszych rodziców, warunkuje jakość dzieci, młodzieży, rodziny, Kościoła, narodu, całej ludzkości. Dlatego ma być we czci, ma być za takie uznane.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na zastosowane tu słowo. Grecki  termin τίμίος (timios) (oryginalny język Nowego Testamentu), ma znaczenie: drogocenny, szacowny, drogi, otoczony czcią. Stosując zasadę samo interpretacji Biblii, polegającej na znajdywaniu innych miejsc występowania tego słowa w tekście, otrzymujemy ważne uzupełnienie:

„Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19).

Podkreślone słowo w oryginalnym tekście jest zapisane przy użyciu tego samego wyrazu timios. Jaki wniosek otrzymujemy z powyższego zestawienia? Małżeństwo jest tak cenne, jak drogocenna krew Chrystusa! Żyjąc obowiązkami stanu, dzięki łasce sakramentu małżeństwa, ożywianej częstym, pełnym udziałem w Eucharystii („zanurzając” nasze małżeństwo w krwi Chrystusa), idziemy prostą drogą do zbawienia. Nie potrzebujemy innych sposobów napełniania się łaską, otwierania na jej wpływ poprzez udział w wielu innych praktykach. Chodzi głównie o wyzbycie się myślenie, że żyjąc w małżeństwie, aby się intensywnie rozwijać duchowo (pojedynczo) potrzebujemy wspólnot, pielgrzymek, rekolekcji, niezliczonych modlitw, nabożeństw. Bardzo często takie myślenie, o konieczności intensywnego rozwoju duchowego poza małżeństwem, nie korzystając z łaski tego sakramentu, prowadzi do niszczenia małżeństwa.

Czy nie przesadzamy z takim gloryfikowaniem małżeństwa? Nie! Sam opis stworzenia jest wystarczającym potwierdzeniem. Tak ten porządek rzeczy ustanowił Stwórca. Pragnie On, chcąc ułatwić, a nie utrudnić nam życie, abyśmy zbawienie, poprzez realizację Przykazania Miłości, realizowali w tej wspólnocie, dzięki niej.

6.     Mistyka małżeństwa (Ef 5, 31-32)

„Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” ( Ef 5,31-32).

Jest to bardzo znany fragment, szeroko interpretowany, często czytany w czasie liturgii sprawowanej podczas zawierania sakramentu małżeństwa. Oczywiście cała treść zaczyna się od wersetu 21: „Bądźcie sobie wzajemnie poddanie w bojaźni Bożej”. Ten głęboki wywód, zawierający szeroki opis istoty i wielkości małżeństwa, św. Paweł podsumowuje powyżej ukazanym stwierdzeniem. Pierwsze zdanie jest cytatem z drugiego rozdziału „Księgi Rodzaju”. I zaraz dalej natchniony autor dodaje: „Tajemnica to wielka…”. Owo „to” odnosi się do „jednego ciała”, jakim stają się małżonkowie w chwili udzielenia sobie sakramentu małżeństwa.

Apostoł nie boi się powiedzieć, że małżeństwo w swojej istocie jat tak wielką tajemnicą, jak tajemnica obecności Chrystusa w Kościele. Wielką co do rangi- największa tajemnica naszej wiary- i co do nie możliwości przeniknięcia ludzkim rozumem. Tajemnicy obecności Jezusa w Kościele, obecności w postaciach eucharystycznych, w Najświętszym Sakramencie, nie trzeba rozumieć, trzeba ją realizować, w niej uczestniczyć. Podobnie małżeństwo w swojej najgłębszej istocie nie jest do rozumienie, lecz do praktykowania. Jednak niech nam nie umknie główna treść owej mistyki, tajemniczości- siła warunkowania. Eucharystia jest największą tajemnicą naszej wiary, gdyż bez niej, poza nią nie istniejemy. Jan Paweł II właśnie takie przesłanie zawarł w swojej ostatniej Encyklice: „Kościół żyje dzięki Eucharystii. Ta prawda  wyraża w sobie nie tylko codzienne doświadczenie wiary, ale zawiera w sobie istotę tajemnicy Kościoła”[7].

Eucharystia warunkuje siłę, witalność, dynamizm i jakość Kościoła. I do tej prawdy św. Paweł porównuje małżeństwo: „… a ja wam mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła”. Małżeństwo jest tak wielkie i tak święte jak Najświętszy Sakrament! Ono, jego jakość, warunkuje siłę, witalność, dynamizm i jakość Kościoła. Istotą Eucharystii, przeistoczenia, zaistnienia Chrystusa pośród nas jest miłość. Jezus przyszedł i przychodzi, aby Miłość Boża była w nas i pośród nas. Nie dokonuje się to abstrakcyjnie i niedostrzegalnie. Głównym „przekazicielem” tej miłości, od Boga, przez Jezusa Eucharystycznego, do ludzi, jest małżeństwo.

I teraz, już widząc w pełnym świetle tekst z „Listu do Hebrajczyków”, rozumiemy dlaczego autor natchniony woła: „We czci niech będzie małżeństwo…”. Należy mu się tak wielka cześć, jak największej świętości w Kościele, bo takim je stworzył Bóg, jest drogocenne, jak drogocenna krew Chrystusa i święte jak Najświętszy Sakrament.

Nie można nie zauważyć, że adresatami tego Listu są Hebrajczycy, Żydzi, nawróceni na Chrześcijaństwo, doskonale znający teksty Starego Przymierza, wiedzący, że największym wykroczeniem przeciwko Bogu było czczenie innych bóstw. I nagle słyszą oni słowa: „We czci niech będzie małżeństwo”. Przecież cześć oddawać można tylko Stwórcy, a czczenie innej rzeczywistości jest łamaniem pierwszego przykazania Dekalogu. Wielka odwaga starożytnego pisarza. Namawia do bałwochwalstwa. Nakazuje czcić małżeństwo. Ale w świetle wymienionych fragmentów i całej biblijnej nauki na temat związku mężczyzny i kobiety, rozumiemy, że to właśnie nie oddawanie należnej czci małżeństwu jest jedną z największych profanacji, jest odwróceniem się od Boga.

Wnioski:

·        Człowiek od początku zaistniał nie jako pojedyncza osoba, lecz jako małżeństwo.

·        Małżeństwo jest najlepszą płaszczyzną realizacji głównego zadania, jakie staje przed każdym człowiekiem- stawanie się na obraz i podobieństwo Boże.

·        Jest najlepszą płaszczyzną realizacji wszelkich zasad ewangelicznych, szczególnie Przykazania Miłości Boga i bliźniego.

·        Małżeństwo jest najlepszym gruntem rozwoju i funkcjonowania człowieka na każdej płaszczyźnie i we wszystkich dziedzinach.

·        Warunkuje jakość tego, co robimy, warunkuje sukcesy we wszystkich dziedzinach życia.

·        Od jakości małżeństwa zależy jakość rodziny, narodu, parafii, Kościoła.

„Rodzina jest bowiem wspólnotą najpełniejszą z punktu widzenia więzi międzyludzkiej. Nie ma więzi, która by ściślej wiązała osoby, niż więź małżeńska i rodzinna”[8].

„Małżeństwo i rodzina stanowią pierwszą płaszczyznę zaangażowania społecznego katolików świeckich”[9].

„Człowiek stał się ‘obrazem i podobieństwem’ Bożym nie tylko przez swoje człowieczeństwo, lecz także przez komunię osób, którą mężczyzna i kobieta tworzą od samego początku. Człowiek staje się obrazem Bożym nie tyle w momencie samotności, ile w momencie komunii”[10].

[1] Szerokie rozwinięcie „Hymnu o miłości” świętego Pawła (1 Kor 13), z ukazaniem możliwości zastosowania tych treści w małżeństwie, znajduje się w mojej książce: „Miłość i służba w małżeństwie”, Poznań 2007.

[2] „Familiaris Consortio”, p.  21.

[3] A. Cohen, „Talmud”, Warszawa 2002 r., s. 174-175.

[4] Tamże, p. 17.

[5] Por. M. Guzewicz, „Religijne wychowanie dzieci”, Poznań 2008 r.

[6] M. Guzewicz, „Małżeństwo tajemnica wielka”, Poznań 2005

[7] „Ecclesia de Eucharystia”, p. 1.

[8] Jan Paweł II, Kielce, 3.06.1991r.

[9] Jan Paweł II, Christifideles laici”, p.23.

[10] Jan Paweł II, katecheza podczas audiencji generalnej, 14.11.1979r., cyt. za: ”Sprawy rodziny”, 76/4/2006r., s.17.

Opublikowano dnia poniedziałek, 21 Wrzesień 2009 o godz. 12:30 w kategorii Biblia. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź

*