Droga Krzyżowa małżonków

21 września 2009 | Dodaj komentarz »

DSC05003Wstęp

Jeszcze masz szansę, bo Chrystus zmartwychwstał, a ty żyjesz.

W jakim szalonym tempie upływa ten czas. I tylko malutkie przystanki: Adwent, Boże Narodzenie, Wielki Post. Kolejna szansa.

W Polsce w zatrważającym tempie wzrasta ilość małżeństw rozpadających się. Logika szatana jest bardzo prosta: cały atak skupia on na małżeństwie, gdyż wie, że niszcząc małżeństwo niszczy człowieka, rodzinę, kościół i naród. Nic więcej nie musi robić.
Niech więc to będzie nasze wielkie wołanie do nieba w intencji naszych małżeństw, w intencji małżeństw nam bliskich, przeżywających trudności, w intencji wszystkich małżeństw. Bez Bożej pomocy przegramy, wielu przegrało. Ratujmy to, co możliwe jest jeszcze do uratowania.

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”( Rdz 1, 27).

Powołanie do życia w jedności z Bogiem i na Jego podobieństwo, od samego początku zaplanowane było przede wszystkim jako powołanie we dwoje, w małżeństwie. Chrystus dodaje do tego ważne uzupełnienie: „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19, 6). Zgodnie z tymi słowami człowiek od początku zaistniał nie jako pojedyncza istota, lecz jako małżeństwo. I w tej wspólnocie, komunii osób, złączonej przez Boga, od początku realizował zadania wynikające z tego powołania. Nawet w okresie dzieciństwa, młodości, narzeczeństwa, życie ludzkie ukierunkowane jest na małżeństwo. Można, komentując słowa Rdz 1, 27, powiedzieć, że posiadamy w sobie „kod genetyczny”, będący swoistą predestynacją, przeznaczeniem do życia w małżeństwie.

Małżeństwo jest najbardziej optymalną glebą do wzrostu i rozwoju człowieka na każdej płaszczyźnie, zarówno dla osób dorosłych, jak  i dla dzieci. Dlatego najlepszą inwestycją dla dzieci, jest inwestycja w swoje małżeństwo.

Prawd o małżeństwie nie można zrozumieć i urzeczywistnić bez odniesienia do Eucharystii.

Stacja I : Pan Jezus na śmierć skazany

Objawienie się Jezusa w Kanie Galilejskiej było objawieniem Mesjańskiej misji, zbawczej woli Ojca. Można powiedzieć, że wszelkie przychodzenie Jezusa do świata, do ludzi rozpoczyna się i dokonuje przez przyjście do małżeństwa. W Bożym planie zbawienia nic nie dzieje się przypadkowo i tak jest z Obecnością Jezusa w Kanie. Tu dokonuje się pierwszy cud, potwierdzający, że maż i żona są szczególnie uprzywilejowani Jego obecnością i zbawczą mocą.

Stacja II : Wzięcie krzyża

Aktem największej miłości ze strony Boga jest ofiara Jezusa. W najpełniejszy sposób Boża miłość objawiła się na krzyżu. Jeżeli miłość Boga realizuje się i definiuje  przez krzyż, to podobieństwo człowieka do Boga ma szansę zaistnieć tylko poprzez ofiarę. Im większa i bezinteresowna miłość, zrealizowana w ofierze z własnego życia, tym większe upodobnienie człowieka do Boga. Wszystkie porażki w małżeństwa wynikają z zapominania o tej konieczności.

Stacja III : Pierwszy upadek Pana Jezusa

Jedność małżonków z Bogiem, konsekwentnie podtrzymywana przez konkretne działania, jest źródłem siły do oddalania swojego egoizmu, do ciągłego nastawienia na dobro drugiej osoby. Jedność ta uzdalnia do przyjęcia postawy bezgranicznego służenia, która jest istotą naśladowania Jezusa, dziecięctwa Bożego, a więc istotą człowieczeństwa. Małżonkowie trwając w Bogu, żyją dla siebie i „już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 6). Małe, minimalne odejścia od tej bliskości, zejścia z terytorium Boga i podkreślenie swojej autonomii, kończy się zawsze zagładą małżonków i ich związku.

Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Wywiązywanie się z treści przysięgi małżeńskiej to służba i oddawanie życia, oddawanie życia przez służbę. „Ponieważ ciebie kocham, pragnę ci służyć, żyję dla ciebie, moje życie oddaję za ciebie”. Nie jest to łatwa prawda. Jednak nie można inaczej rozumieć treści tej przysięgi. Miłość wynikająca z faktu zawarcia związku sakramentalnego, otwierającego się na nieograniczony zasób Bożej łaski, musi stawać się na wzór miłości opisanej i zrealizowanej przez Jezusa. Musi w tym znaczeni, że albo będzie się taką stawać i wówczas będzie się rozwijać, będzie uszlachetniać, będzie tworzyć drogę pełnego rozwoju małżonków, kroczących po niej w kierunku wiecznej szczęśliwości, albo wpadnie bardzo szybko w bylejakość, nudę, a w konsekwencji wejdzie na drogę wyniszczania. 

Stacja V : Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Tajemnicy jedności przez miłość w obrębie Osób Boskich nie zgłębi się do końca, jest ona dla nas niedostępna. W pewnym stopniu możemy w niej uczestniczyć przez modlitwę, komunię, dzieła czynione z miłości. Podobnie tajemnicę jedności w małżeństwie możemy poznać w wymiarze praktycznym, możemy jej doświadczyć, w niej uczestniczyć. Płaszczyzną tego doświadczenia jest współmałżonek. „Dobrze, że jesteś, bo ja się całkowicie oddaje tobie, moim życiem wnikam w ciebie, przenikam ciebie, ty przyjmujesz mnie jak komunię, zjadasz mnie, a ja się daję zjeść. Daję się zjeść, abyś ty mógł żyć, staję się pokarmem dla ciebie, dzięki któremu ty stajesz się silniejszy. Ja jestem chlebem żywym dla ciebie. Ja przestaję istnieć, abyś ty mógł istnieć”. Poprzez postawę służby wyniszczamy się, wypalamy, oddajemy swoje siły dla współmałżonka. Jest to karmienie się nawzajem, wzajemne przenikanie się. „W danym momencie, w danej czynności, ja się eksploatuję, ja obumieram, ale robię to dla ciebie”.

Stacja VI : Święta Weronika ociera twarz Jezusowi

W małżeństwie z dwóch osób, autonomicznych i niezależnych w istnieniu, tworzy się tajemnicza jedność. Podobnie jak w czasie Eucharystii, z dwóch postaci eucharystycznych, umieszczonych w oddzielnych naczyniach, z dwóch oddzielnych materii- wino i chleb- tworzy w czasie przeistoczenia jeden cały Jezus, jedno żywe ciało. W czasie zawierania sakramentu małżeństwa z dwóch postaci materialnych, powstaje jedna postać duchowa. To jakby konsekracja, dwie oddzielne postacie przeistaczają się w jedną niematerialną, niedostrzegalną ludzkim okiem, a jednak realną rzeczywistość.
Po konsekracji obie postacie eucharystyczne są nadal oddzielnie, ale nie są już tym, co widać, są żywym Jezusem. Nawet po przyjęciu komunii przez osobę niegodną nawet po sprofanowaniu, są nadal tą niewidzialną rzeczywistością. Uczestniczenie w komunii, „karmienie się” Jezusem, jest uczestniczeniem w tej wielkiej tajemnicy, doświadczaniem jej, nawet, bez pojmowania. Małżonkowie po pobłogosławieniu związku, po jego konsekracji, są nadal pojedynczymi osobami, odczuwającymi niezależność, ale na płaszczyźnie duchowej stanowią „jedno ciało”. Mogą dokonywać złych rzeczy, grzeszyć i w ten sposób profanować związek, ale nie przestaną nim być, nawet po rozwodzie i odejściu od siebie. Nie przestaną nim być!

Stacja VII : Drugi upadek Pana Jezusa

Zawarcie sakramentu małżeństwa potwierdza przede wszystkim, że właśnie ta osoba jest najbliższą, najbardziej ukochaną, ważniejszą od rodziców, rodzeństwa. Jest to właśnie ta osoba, dla której z miłości jest się w stanie poświęcić życie bez zawahania. Z miłości do niej pragnie się przyjąć postawę bycia ostatnim, najmniejszym, zapominającym o sobie, o swoich potrzebach, spalającym się dla niej. Przyjmuje się postawę myślenia, życzenia, czynienia tylko dobrze i to zawsze bezwarunkowo, nie oczekując wdzięczności, bezinteresownie, jak sługa najmniejszy i bezużyteczny. Dobrze czyniący, nieużyteczny sługa, to też sługa milczący, nie otwierający ust swoich. Do przemiany świata nie jest potrzebna znajomość języków. Rozlanie Ewangelii na cały świat może dokonać się prze służbę w milczeniu. Początkiem tego rozlewania ma być małżeństwo, dlatego, że z natury, z założenia jest relacją osób połączonych największą miłością z pośród wszystkich, jakie mogą zrodzić się między ludźmi. Najważniejszym hasłem, mottem każdego chrześcijanina, ale przede wszystkim małżonka powinny być słowa:  Żyję aby służyć, służę aby żyć!

Stacja VIII : Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty

Małżonkowie sakramentalni mają stale Jezusa obok siebie, nawet, jeżeli nie chcą o tym pamiętać. On siedzi cichutko na ławeczce i czeka na zaproszenie, wielokrotnie płacząc z powodu tego, co my robimy z naszym związkiem. Ubolewa też nad tym, że nie chcemy dostrzec, iż często nasze upadki są inspirowane przez diabła. Jezus delikatnie zapuka, może przy okazji przyjmowania sakramentów przez nasze dzieci, może przez przykre doświadczenie, śmierć w rodzinie, może przez wizytę księdza w czasie kolędy, albo ostrzeżenie starej matki.

Stacja IX : Trzeci upadek Pana Jezusa

Budowanie związku bez Jezusa, albo częste zapominanie o Nim, o Jego stałej obecności i gotowości wsparcia, nie przyniesie pozytywnych efektów i jeszcze na dodatek miejsce Jezusa bardzo szybko zajmie szatan, który nie jest delikatny, taktowny, który jest agresywny, brutalny i nachalny. Wepcha się nam do domu, nie bacząc na nasze oczekiwania, zrobi tak bo chce, bo taka jest jego natura, bo musi, jest zdeterminowany koniecznością niszczenia, taką wybrał drogę. Bez Jezusa małżonkowie sobie nie poradzą. Naiwnym jest myślenie, że jest się w stanie trwać w małżeństwie i nie ulegać wyniszczającemu działaniu przeciwnika, nie korzystając z Bożej łaski, nie czerpiąc z nadprzyrodzonego źródła.

Stacja X : Jezus z szat obnażony

      Na różnych etapach życia małżeńskiego ciągle przeżywa się rozterki i rozbicie, dostrzegając z jednej strony konkretne  słowa Chrystusa, a z drugiej doświadczając stanu niemożliwości ich realizacji. Dlatego potrzebne jest wyrobienie postawy wielkiej naiwności i ciągłe mówienie sobie: „Będę tak postępował, jak proponuje mi Jezus, mimo, że słów tych jeszcze w tym momencie nie rozumiem, a ich realizacja wydaje się ponad moje siły”. Właśnie o taką naiwność i bezgraniczną, ale i bezkrytyczną ufność chodzi Nauczycielowi, mówiącemu do nas, że powinniśmy w swojej postawie wobec Ewangelii, stać się jak dzieci: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 15).

Stacja XI : Przybicie do krzyża

Małżonkowie przez zawarcie sakramentu małżeństwa weszli na płaszczyznę realizacji prawdy o Zbawieniu, której częścią jest prawda o cierpieniu jako fundamencie ich związku. Jak w przypadku cierpienia Jezusa, jako Męża Sprawiedliwego: „Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich” ( Iz 53, 7), tak i w przypadku każdego człowieka, a także małżonków, zbawcza wartość każdej męki i przykrości uwarunkowana jest zgodą na nią. 

Z postawą pełnej wewnętrznej zgody związane jest także milczenie, nie wypowiadanie słów narzekania na swoje życie i na innych, nie oskarżania Boga, losu, nie obwiniania nikogo, nawet, jeżeli nasze cierpienia powodują konkretne osoby i wydarzenia. Zgoda i milczenie są pierwszym i bardzo ważnym warunkiem osiągnięcia jak największych korzyści, jak najlepszego i najpełniejszego wykorzystania takiego stanu. Natomiast jej brak bardzo szybko wyniszcza człowieka udręczonego.

Stacja XII : Śmierć Pana Jezusa na krzyżu

W małżeństwie nie może być miejsca na liczenie, ile się sobie już wybaczyło, ani tym bardziej wypominania, że się ciągle wybacza. Nie może być miejsca na zastanawianie się, czy nieustannym wybaczaniem nie deprawuje się współmałżonka, który po pewnym czasie może wykorzystywać i nadużywać naiwność i bezgraniczną uległość. Są to ludzkie kalkulacje i obawy. Mądre, uzasadnione i logiczne. A tym czasem Jezus mówi: „nie licz, nie rozważaj, nie zastanawiaj się nad efektem swojego wybaczenia, nad skutecznością i siłą oddziaływania na współmałżonka”. W przypadku wszelkich krzywd w małżeństwie, stawiając sobie pytanie o granice kompromisu i kres uległości  małżonkowie słyszą:  „miłuj męża, żonę, mimo doznawanych przykrości, nieustannie módl się za niego, ale szczególnie, kiedy cię rani, nie myśl o odwecie, lecz przyjmuj z pokorą dalsze zranienia. Jeżeli czujesz, że już sił ci brakuje i pytasz się jak długo masz jeszcze znosić te bóle, powiedz sobie, że wytrwasz do końca, do oddania życia za niego, że jesteś gotów, gotowa przyjąć wszystko, co najgorsze, umrzeć dla siebie, nie czuć urazy, wszelkie cierpienia ofiarować za niego, mimo tego wszystkiego, co on tobie robi”. Usłyszysz wówczas słowa, że właśnie przez taką postawę dochodzi się do pełni szczęścia w małżeństwie, gdyż właśnie ci są błogosławieni, szczęśliwi, którzy znoszą wszelkie prześladowania. Im są one większe i dotkliwszy wywołują ból, tym większe szczęście. Szokujący paradoks! A przecież nie ma większego cierpienia, jak krzywda wyrządzona przez współmałżonka, przez osobę ukochaną, jedyną.

Stacja XIII : Pan Jezus z krzyża zdjęty

Przyjęcie postawy ofiarowania się jest jedynym ratunkiem dla krzywdzonego. Jednak właśnie takie pozytywne nastawienie wobec znoszonych udręczeń, przyjęcie ich jako ofiarę, jest także skutecznym sposobem udzielania pomocy krzywdzącemu, temu, który zadaje ból, a którego Jezus pragnie odnaleźć i wspierać, być może bardziej niż prześladowanego. Bóg chcąc uratować człowieka od potępienia, działa przez drugą osobę. W takiej postawie najmocniej objawia się współodpowiedzialność małżonków za swoje zbawienie, ale także jest to najwyższy poziom realizacji słów przysięgi: „oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci”, a wic że: „nie dopuszczę do twojej śmierci duchowej, kiedy wejdziesz na drogę grzechu”.

Stacja XIV : Pan Jezus złożony w grobie

Ks. prof. Michał Heller powiedział: „Życie jest dziełem sztuki, które każdy z nas musi stworzyć”. Jakże pięknie brzmią te słowa lekko sparafrazowane i dostosowane do naszego kontekstu: „Małżeństwo jest dziełem sztuki, które każdy z nas musi stworzyć”. Każdy, czyli każde małżeństwo. Nie bez znaczenia jest tu forma imperatywu: musi. Jesteśmy do tego powołani i na sądzie Bożym zdamy sprawę z tego, jak przeżyliśmy swoje małżeństwo. Dzieło sztuki jest czymś, co zachwyca, jest podziwiane i pobudza pragnienie posiadania, naśladowania, jest bezcenne, zachwycające, ponadczasowe i uniwersalne, prowadzi do dobra i do miłości, ale także do modlitwy, do uwielbienia Boga. Najdoskonalszym dziełem sztuki jest otaczający nas świat, owoc Bożej miłości, z którego wywnioskować możemy o pięknie i wielkości Stwórcy. Jest nim (i ma się stawać) także małżeństwo, będące najdoskonalszą częścią stworzenia.

Zakończenie

Życie małżeńskie, zawsze, ale w obecnej sytuacji szczególnie, jest zadaniem bardzo trudnym do zrealizowania. Bez środków nadprzyrodzonych małżonkowie nie zrealizują zadań wynikających z bycia tą wspólnotą, a cóż dopiero pozostałych obowiązków: rodzicielskich, zawodowych, społecznych.

Małżeństwo żyje dzięki Eucharystii.  Małżeństwo nie może żyć bez Eucharystii.

Jeżeli nie uwierzymy w te słowa, to nie ma sensu nasze życie i nie ma sensu nasza śmierć. Jeżeli w nie uwierzymy, to wszystko ma sens.

Jeszcze masz szansę, bo Chrystus zmartwychwstał, a ty żyjesz.

Opublikowano dnia poniedziałek, 21 Wrzesień 2009 o godz. 13:39 w kategorii Droga krzyżowa małżonków. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź

*